Zawsze mam odruch wymiotny jak widzę na Tourze procesję kolarzy którym Pogacar odjechał i chcą po prostu skończyć wyścig. Zero walki, zero emocji, hierarchia ustalona, Słoweniec pierwszy, Duńczyk drugi, Remco trzeci jak nie strzeli. A reszta sobie w ogonku jedzie i patrzy który pierwszy strzeli minimalizując straty.
Wystarczy ot, takie coś, głupe najechanie na kamień na poboczu i bum, Mas nagle w czerwonej koszulce minuta przewagi. Roglić z szansą na historyczną piątą Vueltę. Gall z najsilniejszą ekipą. Robi się ciekawie.

U Tadej wygląda na złamaną rękę, więc chyba MŚ i Lomabardia w domu przed telewizorem.


