Ogólna dyskusja o polityce cz.2

Awatar użytkownika
Kluchman
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 18627
Rejestracja: 30 kwie 2006, 19:06
Reputacja: 2445
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Ogólna dyskusja o polityce cz.2

Post autor: Kluchman » 03 wrz 2026, 18:26

johny batonik pisze:
03 wrz 2026, 10:45
To nic osobistego, ale obserwując użytkowników na forum pojawia się pewna refleksja. Tacy użytkownicy jak venomik, kluchman czy inni lewacy, najchętniej zakazaliby większości rzeczy, bo po prostu nie mogą z nich korzystać, bo nie doszli do takiego momentu w swoim życiu. Nie mają auta to będą Ci wciskać, że tych aut powinno być jak najmniej i państwo powinno im więcej dróżek wybudować, skrytykujesz obsrane autobusy, w których płacisz 5zł za bilet i siedzisz na brudnych siedzeniach, bez klimatyzacji, to Ci powiedzą, że komunikacja taka jest bo ludzie biletów nie kupują i gdyby jeszcze więcej pieniędzy przeznaczyć na MPK kosztem samochodziarzy, to już na PEWNO WSZYSTKO BYŁOBY OK, nie mają mieszkań, to Ci będą płakać, że im państwo powinno budować mieszkania i wtedy na pewno będą mieli szanse na kupno swojego. Informatycy zarabiają dużo i płacą niskie podatki? Trzeba im je podwyższyć i zabrać żeby budżet państwa na tym skorzystał, co w ich naiwnym rozumowaniu = pieniądze zostaną spożytkowane na polepszenie życia biedniejszych. Dopiero w momencie jak kupią swoje auto, na które ciężko zapracowali i wydali z 80tyś, zobaczą różnicę w przemieszczaniu się i nigdy nie będą chcieli wrócić do komunikacji, która raz przyjedzie, a raz nie. Jak kupią mieszkanie, to będą miec w dupie ich deficyt, bo wtedy ich mieszkanie będzie tylko zyskiwać na wartości i będzie dla nich zabezpieczeniem. Znajdą dobrze płatną pracę i rząd nagle wpadnie na pomysł aby zabrać im więcej z wypłaty, to co zrobią? Nie napiszą na forum "słusznie, mam dużo, podzielę się ze społeczeństwem" tylko będą oburzeni, że ktoś kładzie łapska na ich ciężko wypracowanej wypłacie.
Ehhh, znowu mnie zaczepiasz, a wygląda to dokładnie tak samo, jak zawsze. Niby chcesz mi dopiec, a tak naprawdę pokazujesz tylko, że Ty kompletnie niczego nie rozumiesz.

Ja nie chcę "zakazywać większości rzeczy", to jest kompletna bzdura. Uważam, że komunikacja publiczna powinna być dobrze rozwinięta ze względu na wykluczenie komunikacyjne części społeczeństwa i komfort życia w tych miastach (hałas, spaliny, korki), ale też po prostu przestrzeń. To, że samochodów w miastach jest za dużo jest dość oczywiste - wystarczy spojrzeć na kierowców, którym wiecznie jest za mało miejsca do parkowania (jeden taki, co polajkował Ci post, lubi narzekać na za mało miejsca dla jego samochodu w Warszawie). No nie będzie więcej miejsca, bo centrum miasta to nie jest parking i musi przede wszystkim spełniać inne funkcje. A taki samochód zajmuje całkiem dużo miejsca i robi to w sposób wysoce nieefektywny - korzystasz z niego powiedzmy przez godzinę na dobę, a przez pozostałe 23 godziny po prostu musi gdzieś stać i zajmować przestrzeń. Przestrzeń się nie rozciągnie (niestety ekspansja Wszechświata nie przekłada się na powierzchnię Ziemi). Autobus, tramwaj, metro, pociąg, czy rower w dużym stopniu ograniczają ten problem, ale muszą dobrze funkcjonować.

Polecam zapoznać się z twierdzeniem Lewisa-Mogridge’a opartym na analizie miast. W skrócie: nieważne, ile dasz miejsca samochodom, one to miejsce zajmą i dalej będzie tłoczno. I naprawdę może być inaczej - w Amsterdamie czy Kopenhadze nie ma takiego ruchu samochodowego, został w dużym stopniu zastąpiony przez inne rozwiązania i jest to korzystne dla mieszkańców. To kwestia planowania urbanistycznego.

Ja nie płaczę o mieszkania. Uważam, że rynek powinien być uregulowany (również podatkowo) trochę inaczej, ale na mnie to obecnie nie wpływa bezpośrednio. Tylko coraz więcej ludzi (zwłaszcza takich o prawicowym światopoglądzie) płacze między innymi na "za mało dzieci", a jednocześnie mieszkanie w dużym mieście kosztuje dwie średnie krajowe albo więcej za metr kwadratowy. Ja mieszkanie kupiłem, odsetek od kredytu w banku nie spłacam, nie mam powodu do narzekania, gdyby brać pod uwagę przyczyny egoistyczne. Jak sam zauważyłeś, mógłbym nawet uznać, że status quo jest dla mnie dobre, bo mieszkanie nie traci na wartości. Po prostu czasem patrzę trochę szerzej i dalej niż czubek własnego nosa.

Opodatkowanie tych przykładowych informatyków na ryczałcie to kwestia równego klina podatkowego bez względu na formę zatrudnienia. Tylko tyle. Bo obecnie mamy podatkową patologię, w której pracownik (również ten na minimalnej) jest zwyczajnie dyskryminowany podatkowo/składkowo w stosunku do tego informatyka na B2B, który wystawia co miesiąc fakturę na 20 000 zł albo więcej. I owszem, ja też staram się korzystać z różnych legalnych sposobów, by swoje obciążenia podatkowe ograniczać, ale nie o to chodzi. Po prostu uważam, że równy klin podatkowy i równa progresja dla wszystkich byłyby sprawiedliwe. To chyba całkiem proste do zrozumienia. A jakieś preferencje i korzystniejsze rozwiązania mogłyby być tylko dla tych przedsiębiorców, którzy średnio w ciągu roku zatrudniają co najmniej jedną osobę na pełen etat. Ewentualnie może zostać jeszcze ulga na B+R.

A to "swoje auto za 80 000 zł", do którego trzeba doliczyć tankowanie, ubezpieczenie, serwis... dla mnie to po prostu nie jest potrzeba, tylko luksus, który w pewnych okolicznościach jest zbędny. Jak ktoś mieszka w słabo skomunikowanej małej miejscowości albo nawet ma małe dzieci, to może to wyglądać inaczej, ale ja w dużym mieście tego nie potrzebuję. Egzaminy na prawo jazdy zdałem przy pierwszym podejściu wiele lat temu, ale nigdy nie miałem swojego samochodu. Zamiast kupować samochód "za 80 000 zł", który straci 10% wartości po wyjechaniu z parkingu w salonie, wolę inaczej zarządzać pieniędzmi - mieć poduszkę finansową i płynne aktywa, które znacząco obniżają w życiu poziom stresu i pozwalają spokojnie spać. Jasne, mając samochód, byłoby mi łatwiej np. jeździć na grzyby w wiele miejsc czy zwiedzać prowincję, ale to nie są rzeczy, które usprawiedliwiają dla mnie ponoszenie takich kosztów. I tyle. Mam nadzieję, że pomogłem.

Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”