Właśnie to jest najgorsze – już pomijam fakt, że mamy tylko jeden dzień weekendu, bo Zośka ma rano zbiórkę przedmeczową – ale ja np. w weekend budzę się o tej samej godzinie, co w tygodniu. Wiem, że tak powinien funkcjonować organizm, ale np. Marcin spokojnie wypoczywa do 10, a mnie się to nigdy nie udaje


