Niedawno widziałem w necie opinię - zresztą tego samego pana co w filmiku - że w Polsce przeprowadzenie reformy nauczania będzie praktycznie niemożliwe, bo na czele takiej reformy powinni stać nauczyciele z przedziału 30-40 lat (czyli ludzie już z nowego świata), a obecnie kadry składają się głównie z 60-letnich dinozaurów, zaś młodzi nauczyciele na pensjach porównywalnych z kasjerką w Biedronce traktują ten zawód jako coś tymczasowego i nie wiążą z nim przyszłości. Nawet jak wprowadzimy najlepszy, najnowocześniejszy system szkolnictwa (wiem, mocno pompatyczne ogólniki) to kto ma go realizować? 70-letni pani Jadwiga która od 50 lat uczy w starym stylu i ledwo ogarnia Excela, czy 25-letnia Karina która w czasach szkolnych (uczona przez w/w Jadwigę) ledwo zdawała z klasy do klasy, a w szkole pracuje od 3 miesięcy bo akurat był wakat a ją wyjebali z Żabki?
Najpierw sprawmy że zawód nauczyciela znowu stanie się prestiżowy (poprzez podniesienie zarobków czy znormalizowanie wielu warunków), sprawmy w ten sposób że zacznie on przyciągać wykwalifikowanych ludzi z powołaniem, a dopiero potem będziemy mogli coś reformować. Bez tego wszystko jest naklejaniem taśmy klejącej na pęknięte szambo.



