Zacytuje jednego z redaktorów www.acmilan.pl - Tomka W, jeśli poczuje sie urażony że wykorzystałem jego prace przetłumaczona na użytek własny to przepraszam
Tomek W - wwwacmilan.pl pisze:Organizatorem całego systemu była grupa działaczy Juventusu, który był - bez cienia wątpliwości - klubem, który czerpał największe korzyści z mafijnego systemu, jaki został stworzony. Lazio, inny zamieszany klub, było wiernym sojusznikiem systemu Moggiego i czerpało stałe zyski dzięki wykorzystaniu kontroli Moggiego nad sędziami i desygnatorami do otrzymywania korzyści w meczach uznawanych za kluczowe. Równocześnie Lazio było sprzymierzeńcem grupy Moggiego w staraniach doprowadzenia do reelekcji Carraro i Gallianiego. Fiorentina była regularnym celem systemu Moggiego z powodu sprzeciwu, jaki Della Valle wyraził w Lega Calcio w kwestii praw telewizyjnych i przeciwko prezydenturze Gallianiego. Della Valle chciał stworzyć grupę, która - skupiając wszystkie mniejsze kluby niezadowolone z rządów duetu Carraro-Galliani - pomogłaby mu obsadzić ważne stanowiska w Lega. Represje Moggiego zepchnęły Violę (poprzez serię nieprzychylnych decyzji sędziowskich) nad przepaść Serie B, aż wreszcie Della Valle zdecydował się zawrzeć pakt z Moggim i podnieść białą flagę. W tym momencie Fiorentina została uratowana poprzez jedną z najbardziej niewiarygodnych serii kombinacji, jakie kiedykolwiek zostały odkryte we włoskiej piłce. W tym roku Fiorentina czerpała już stałe korzyści w postaci pomocy sędziowskiej w konsekwencji dołączenia w pełnym zakresie do systemu Moggiego.
A Milan? Milan w rzeczywistości jest głównym pokrzywdzonym, bo jest jasne, że celem Moggiego i Giraudo było wygrywanie scudetti niezależnie od wszystkiego i wszystkich, nie ograniczając się również do krzywdzenia Milanu. Tu pojawia się Meani, który utrzymuje serdeczne kontakty z ważną częścią świata sędziowskiego (i tu nadal jesteśmy w jego zakresie obowiązków - to rola na granicy legalności, ale nadal legalna). Różni liniowi ze zniesmaczeniem zgłaszają Meaniemu niecne praktyki, do których zalicza się wybieranie "wiernych" sędziów i asystentów i wyznaczanie ich (poprzez aktywny udział desygnatorów i szefów wydziałów sędziowskich) do prowadzenia meczów Juventusu i Milanu oraz jednoczesne spychanie na margines tych "niewygodnych", którzy nie są sprzymierzeni lub są uznawani za bliskich działaczom rossonerich. W szczególności dotyczy to Puglisiego - w środowisku nazywanego ultra' rossonero (...) - który od 1.5 roku nie sędziował meczu Milanu i - co oczywiste - Juventusu. Potem różni liniowi zgłaszają Meaniemu gierkę w żółte kartki, które przypisywane są przy zielonym stoliku zagrożonym z zespołów, które mają grać z bianconerimi.
Zbliża się ostatnia prosta w wyścigu o scudetto i gra zaczyna robić się twarda. Punktem zwrotnym jest Siena-Milan. Wtedy Meani eksploduje i zarzuca Mazzeiemu (szefowi liniowych) wysłanie jednego z szajki Moggiego z jasnym przykazaniem wykolegowania Milanu. Wynik tych żywych i głośnych prostestów (przy okazji których Meani powołuje się na ostre wkurzenie Gallianiego) jest widoczny 3 dni później: przy okazji meczu Milan-Chievo zostaje przysłana trójka korzystna dla Milanu (Paparesta - ultra Puglisi - Babini). Brak kontroli ze strony Milanu - zupełnie różny od wojskowej dyscypliny wprowadzonej przez władze bianconerich, które w przeciwieństwie do Milanu są w stanie kontrolować świat sędziowski poprzez terrorystyczny system premii i kar - uwidacznia się, gdy jeden z dwóch liniowych (Babini) oznajmia Meaniemu, że przeczuwał, iż gra zacznie się robić brudna. Babini rozumie, że wszystko jest sterowane z wielką precyzją. Tym bardziej, że Meani wypala: "Co jest głąbie? Nie jesteś zadowolony, że posędziujesz Milanowi? Wpadnij mnie odwiedzić..." (o to zdanie Meani na pewno zostanie zapytany podczas przesłuchań).
Brak kontroli Milanu nad głównymi i liniowymi staje się jeszcze bardziej ewidentny, gdy ten sam Babini anuluje prawidłowego gola Crespo we wspomnianym meczu Milan-Chievo.
Biedny Meani - który w tych wydarzeniach porusza się jak desperat szukający sposobu na odbicie ciosów nadchodzących ze wszystkich stron i stara się pazurami przeciwstawić strasznej hydrze, która rozpuściła daleko swe macki - nie ma żadnego wpływu na desygnatorów, którzy są całkowicie w garści grupy Moggiego. Zwłaszcza, że w następnych meczach Meani znów dzwoni, prosząc ich grzecznie o przychylnych liniowych, wymieniając nawet imiona i nazwiska, by w rezultacie otrzymać zupełnie innych.
Podsumowując, jeśli patrzeć globalnie i analizować całe wydarzenie, wydaje się jasne, kto jest pokrzywdzony, a kto czerpał zyski. Jednak rozbierając sprawę na czynniki pierwsze, niektóre zachowania Meaniego (zwłaszcza rozmowa z Gallianim, która może dawać przesłanki do podejrzeń o działania w porozumieniu z władzami rossonerich) mogą doprowadzić do postawienia hipotezy oszustwa sportowego.
(...)
Oczywiście, trzeba zdawać sobie sprawę, że z jednej strony jest klub, który BEZPOŚREDNIO, poprzez swych czołowych działaczy, stworzył grupę trzymającą władzę, która kontrolowała praktycznie wszystko. Poprzez desygnacje sędziowskie i stałą kontrolę nad desygnatorami był w stanie wpływać na wyniki sportowe w sposób radykalny. Poprzez GEA był w stanie kontrolować mercato i wpływać na powołania do reprezentacji. Poprzez orszak dziennikarzy był w stanie sterować opinią publiczną i "tuszować" przekręty głównych i liniowych, których kontrolował. Poprzez kontrolę nad CAN był w stanie wpływać na kariery sędziowskie, karząc głównych i asystentów, którzy nie byli sprzymierzeńcami (zwłaszcza, że asystenci ze sławetnego meczu Reggina-Juventus już więcej nie zostali wysłani na ważne mecze, a sam Paparesta, pomimo pokornych przeprosin pod adresem Moggiego, został zesłany na długo do Serie B).
I nie ma sensu gadanina, którą słyszę w ostatnich dniach od samozwańczych obrońców i kibiców Juve - że brakuje dowodów na przekupstwo za pomoca pieniędzy. To argument pozbawiony sensu, bo dowodów takich być nie mogło. Główni i liniowi byli nagradzani koszulkami gwiazd dla dzieci i biletami na główną trybunę dla znajomych, byli wspierani przy robieniu kariery poprzez wysokie noty, istniał też system zniżek przy zakupach samochodów, zwłaszcza że sama rodzina Agnellich jest zamieszana na najwyższym szczeblu.
Ważną cechą tej organizacji przestępczej, która kierowała włoską piłką, była wyłączność. Czytamy w raporcie: "zebrane dowody potwierdzają przypuszczenia o istnieniu systemu władzy, jaki Luciano Moggi stworzył w całym sektorze piłkarskim, a jeszcze bardziej niepokojącą sprawą jest wyłączność tej władzy, wobec której nie istniała żadna siła, która mogłaby się temu oprzeć. O takich uwarunkowaniach w świecie piłki mówi działacz Milanu (Meani) liniowemu Puglisiemu, oznajmiając, że za jakiś czas porozmawia o tym z Gallianim z zamiarem zatamowania tego w jakiś sposób, próbując 'odzyskać kontrolę nad sytuacją, by nie działy się takie przekręty, umieszczając paru swoich ludzi na wszystkich szczeblach, ale nie po to, by stworzyć mafię jak Moggi... bo to nas nie interesuje... lecz by mieć...' coś, co w końcu przywróci porządek i równowagę przy desygnacjach arbitrów głównych i liniowych."
Jest to opinia jednego ze znawców prawa sportowego który miał dostep do rozmów przedstawionych przez prokurature. Opinie nie wyrok - jednak do czasu wyroku pozostaje nam czekać i naprawde teraz już podchodzić z dystansem bo do czasu prawomocnego wyroku jeszcze wiele bedzie "sensacji" ale liczy sie prawda. Dla tego ja narazie zapominam o tym temacie bo i tak to nic nie zmień. A jeśli chciałbym śledzić każdą wypowiedz i sensacje to potrzebuje rajek i kroplówki bo tego bedzie coraz wiecej także dziękuje postoje. Włochą na rece patrzy cały swiat. Jednym zależy na prawdzie innym na prawdzie i czymś wiecej.
Forza Milan
P.S. Prosze nie cytować mojej wypowiedz. To tyle.



