3-0 - wynik nie odzwierciedlający tego co działo się na boisku. Ale do tego powoli można się przyzwyczajać gdy gra Brazylia.
Znów zwycięstwo jak najmniejszym nakładem sił. W zasadzie gol na początku ustawił mecz, a bramka do szatni to było dobicie Ghany. Beznadziejny Adriano (ciekaw jestem o czym myślał przy akcji sam na sam ) troche lepszy Ronaldo bo gdy miał jeszcze siły biegał, ale w drugiej to było dno. Dinho znów nie błyszczy. Bohaterem jest z całą pewnością Dida, który nie dał się pokonać nawet z 3 metrów. Ze Roberto znów dobrze w defensywie, ale panowie nie oszukujmy się to jest Brazylia, a nie drużyna mająca grać co drugą akcje do tyłu. Chyba Canarinos potrzebują rywala z najwyższej półki aby wreszcie zacząć grać. W następnej rundzie wreszcie ktoś taki będzie. Być może nawet Francja, a wtedy nie trzeba by ich mobilizować bo przecież kilku pamięta jeszcze finał z Paryża.


