Trener selekcjoner musi być nie tylko dobry w swoim fachu, ale musi także znać realia polkiej piłki. Z tych wszystkich potencjalnych kandydatów na następcę Janasa pasuje mi tylko Leo, który pokazał już nie raz i nie dwa swój kunszt. Choćby ze słabiutkiego T&T zrobił naprawdę solidny zespół. Jednak nawet taki fachowiec potrzebuje trochę czasu, a tego nie ma bo już niebawem ruszają eliminacje do Euro 2008.
W tej sytuacji wolałbym już aby pozostał Janas. W końcu przez dwa słabsze mecze nie można zwolnić trenera, który wcześniej zrobił tyle ile zrobił. Skreślenie od tak Pawła zapominając o jego działalności przed Mundialem jest bezpodstawne. Bo zastanówmy się czy Engel zasłużył przed czterema laty na utratę stanowiska? Nie. On ze słabo grającej Polski zrobił drużynę, która awansowała do Mistrzostw Świata po 16, słownie szesnastu latach przerwy. I to samo należy powiedzieć o Janasie. Przejął reprezentację po fatalnym okresie rządów Bońka, gdzie ledwo poradziliśmy sobie ze słabiutkim San Marino. Potrzebował trochę czasu. Ten okres minął i Polska ponownie awansowała do finałów największej piłkarskiej imprezy.
Teraz, kiedy znów nie udało się awansować do najlepszej szesnastki pan Listkiewicz się oburzył i myśli o zmianie. Jest jednak jeszcze jeden problem, a mianowicie materiał ludzki. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że w naszym wspaniałym i pod wieloma względami (także negatywnymi) wyjątkowym kraju nie ma piłkarzy na miarę tej walczącej o Bóg wie co na arenie międzynarodowej. Kto za to ponosi odpowiedzialność? Paweł Janas, czy Michał Listkiewicz wraz z całą resztą PZPN-u? Prawidłową odpowiedzią jest ta druga opcja. To działacze są odpowiedzialni za brak infrastruktury treningowej dla młodzieży, brak wykwalifikowanej kadry trenerów itd. Nie przypadkiem uznawany za najlepszego obecnie polskiego piłkarza Ebi Smolarek wychował się w Feyenoordzie, czyli klubie zagranicznym. I to także w dużej części związku wina, że tacy piłkarze jak Podolski, czy Sinkiewicz nie grają w naszej kadrze narodowej.
Nie czas i miejsce na zmianę selekcjonera. Zobaczymy ile oleju w głowie ma pan Listkiwicz. Najlepiej zatrudnijmy teraz zagranicznego trenera, a potem powiedzmy mu "Dziękujemy za współpracę, ale nie spełnił pan pokładanych nadzieji" po nieudanych (oby w końcu się jednak udało) nadchodzących eliminacjach Mistrzostw Europy.



