Może Ci się to podobać bądź nie, ale każdy kolarz będący na miejscu Landisa zachowałby się podobnie, no chyba, że czułby się bardzo mocno, a tak w przypadku Amerykanina najwyraźniej nie było. Facet ma nad swoimi najgroźniejszymi rywalami czasową przewagę - nie jest ona ani duża ani mała, ale z takim handicapem może spokojnie kontrolować poczynania swoich oponentów i na czasówce dopełnić formalności. Z pewnością taka będzie taktyka Amerykanina, bo z przebiegu dotychczasowego Touru nie widzę kolarza zdolnego strącić Landisa z piedestału. Poza tym musisz pamiętać, że taka szarża kosztuje bardzo dużo sił, które będą potrzebne na kolejnych 2 alpejskich etapach, a te są bardzo trudne. Kryzys może przyjść w najmniej spodziewanym momencie i rozsądne gospodarowanie siłami jest wręcz niezbędne. To tacy kolarze jak Kloeden, Menchov, Sastre czy Evans muszą atakować, zadaniem amerykańskiego kolarza jest utrzymać ich koło, bo te 2 i więcej minuty przewagi jaką nad nimi posiada całkowicie go urządzają.duch99 pisze: Jedno jednak co mnie strasznie denerwuje to jazda Landisa, który wozi się za innym i nie próbuje żadnych ucieczek. Byłbym rozczarowany, gdyby to on wygrał Tour, ale jak narazie wszystko na to wskazuje.



