Bardzo przyjemny do oglądania meczyk. 4 bramki, 2 słupki, kilka świetnych sytuacji do strzelenia bramki, kilka świetnych parad obydwu bramkarzy, pare "brazylijskich" sztuczek. Legia zaczęła jak grała w meczach z Wisłą K., Wisłą P. czy Hafnarfjordem - ślamazarnie, bez większej walki, bez płynności w akcjach. Cracovia świetnie wyprowadzała kontry, wykorzystując słabą komunikację pomiedzy poszczególnymi obrońcami stołecznego zespołu. Po jednej z takich kontr Moskała z Gizą strzelili bramkę. Legia w przodzie grała poprawnie, ale obraz gry w obronie był niezaspecjalny. Opisując mecz językiem bokserskim można powiedzieć że 2 bramka dla Legii to pierwsze liczenie zawodników Cracovii, a 3 bramka to już rzucenie przez nich na ring białego ręcznika. Zastanawia mnie jak w taki nieskrywany sposób mozna poddać się na boisku. Kibice takich rzeczy nie wybaczają.
Legia w drugiej półce zagrałe nieźle, choć zasługa w tym nie tylko samych Legionistów lecz także małego ducha walki zawoników Cracovii. W warszawskim zespole dobrze zaprezentowały się nabytki: Elton, Hugo i Radovic. Jednak zarówno do Hugo jak i do całej linii obrony można mozna mieć duże zastrzeżenia w kilku sytacjach. Elton i Hugo w swoim debiucie strzelili po bramce, dorzucił także Roger, który wykorzystał karnego po faulu na Włodarczyku.
pozdrawiam
d



