Ciekawa książka. Dla mnie autentycznie zabawna była dopóki bohater wspominał czasy kiedy życie było pozornie bezstroskie, czyli zanim zaczął terapię. Samego odwyku jest tu raczej niewiele, tej próby o ktorej piszą w opisie również. Facet skupia się prawie wyłącznie na swoich problemach z piciem. Życie alkoholika w krzywym zwierciadle, tutaj nie ma normalnych postaci, nawet jak nie piją. Zapamiętałem jeden motyw. Bohater z koleżanka z pracy stoi na przejściu, mija ich na szybkości autobus przejeżdzający na czerwonym świetle z napisem na wyświetlaczu "Zadzwońcie po policję" z kierowcą i jednym pasażerem w środku. Koleżanka na ten widok przypomina sobie, że... nie ustalono wyglądu reklam na autobusach w kampanii piwa, o dzwonieniu nawet nie pomyślalaMożecie o tym nie wiedzieć, ale spotkaliście już Augustena Burroughsa. Widzieliście go na ulicy, w barach, w metrze, w restauracjach: dwudziestokilkuletni facet, w eleganckim garniturze, pracownik reklamy. Typowy. Niczym się nie wyróżniający. Ale kiedy typowa osoba wypija dwa drinki, on nie potrafi poprzestać na dwunastu; kiedy typowa osoba wraca do domu przed północą, Augusten nie wraca w ogóle. Krzykliwe krawaty, automatyczne budzenie telefoniczne i woda kolońska na języku długo nie potrafią ukryć przykrej prawdy. Na prośbę (chociaż tak naprawdę nie jest to tylko prośba) swoich pracodawców Augusten trafia do kliniki odwykowej, gdzie rzeczywistość fluorescencyjnych lamp i papierowych kapci szpitalnych kłóci się z jego wyobrażeniami o leczeniu w towarzystwie Roberta Downeya Juniora. Wbrew własnym chęciom poddaje się wreszcie detoksowi, odkrywając prawdę o sobie, po czym powraca na Manhattan i rozpoczyna nowe życie. Jednak wkrótce poddany zostaje kolejnej trudnej próbie? Jego przyjaciel choruje na AIDS...
Tylko niestety jedyne co mnie obrzydziło, to nie pogrążenie w nałogu, nawet nie sranie w prześcieradło, ale upodobania seksualne bohatera, który jest gejem



