Marco pisze:Cytat:
o ja mam takie pytanie, czy skoro jesteście kibicami Wisły (nie Frankowskiego) to czy (tutaj teoretyzujemy, bo ja sam nie wierze, ze Franek by wrócil i grał dobrze) jesli miałby wrócić i strzelać dużo bramek, pomóc w odebraniu Legii mistrzostwa, przyczynić się dla klubu to byli byście skłonni nie wygwizdywać go? Czy ważniejsza jest dawna uraza i to, że zdradzil czy wartościowy transfer? (po raz kolejny teoretyzuje z tym wartościwoym transferem, ale pytanie mam i jestem ciekawy co by było gdyby)
podobnie jak Kalu Uche
To u góry to cytat ze mnie, powtarzam to bo nie widze odpowiedzi Marco... Widze tylko, że wskazujesz analogie do Uche (zresztą pewnie słuszną, ale tu nie wnikam). Zależy mi na odpowiedzi na moje pytanie, czy bylibyście skłonni przełknąć gorycz tego jak odchodził Frankowski dla dobra klubu - dla bramek ktore by wewentualnie strzelał.
Marco pisze:malo?? a kto mowił ze kocha Wisłe? ze chce tu zostac do konca
Wybacz, ale mimo wszystko to chyba mylenie pojęć. Kochać to można osobą, miłość jest do osoby. Przynajmniej ja to tak odczuwam. NIgdy nie powiem w pełni poważnie, że kocham mój komputer, moje auto. Wszystko to to jest cos innego niż miłość. Dla mnie chybione to porównanie z kobietą - dziewczyną. Miłość to mimo wszystko zbyt duże słowo do tego co się myśli o swoim klubie. Przynajmniej dla mnie.
Marco pisze:jak masz/bedziesz mial firme i racownika i przez 5 lat będzie dla Ciebie zarabiał pieniądze i będize się wam dobrze współpracowało on cały czas zapewnia Cie ze nie odejdzie, ze lubi wrecz kocha tą wspołpracę z szefem z ludzmi ktorzy doceniają jego pracę ktorzy swoim zachowaniem nie raz go wspierali w trudnych momentacha on w 6 roku, gdy nadażyła sie szans na rozwój jednak cały sklad firmy sie potknał i przepadła szansa on sie wychyla i mowi "pierd.... nie robię tu wiecej" chcę odejsc teraz juz, nie bede czekał az sie rok skonczy teraz chce odejsc i juz.
Już nie będę się bawił w parafrazowanie, ale Ci odpowiem. Gdyby było tak, jak mówisz - współpracownicy byli by za słabi dla jednego z moich pracowników, jeden odstawał by poziomem. To jako pracodawca nie miał bym pretensji do niego, tylko do siebie, że nie miałem dostatecznych umiejętności by skąpletowac lepszy zespół. Próbował bym to naprawić i znając umiejętności swojego byłego współpracownika, gdyby się nadarzyła ku temu okazja to bym go ponownie zatrudnił - jeśli miałby być wzmocnieniem. Nieważne za pomocą kogo, ważne jakie będą zyski firmy. Jako menadżera to było by dla mnie najważniejsze.
deltinho pisze:Właśnie Marco - walisz jakimś dziwnym cytatem 3 raz w sześciu postach. Może wyjaśnisz skąd to pochodzi i kim jest Twój cytowany autorytet. Może nie dla wszystkich jest to autorytet, a zamieszczając 3 raz ten sam cytat sugeruje, że to jakaś prawda objawiona.
No właśnie. Jeśli mamy prowadzic poważną, merytoryczną dyskusję to nie może ona polegac tylko na ciskaniu w przeciwnika epitetami...



