To jest naprawde jedna wielka zenada. Poraz pierwszy w historii Touru, zwyciezca jest dyskwalifikowany. Nie mam slow poprostu bo to jest przykre gdy sie oglada ten wyscig, patrzy jak kolarze przelamuja wlasne slabosci tak jak np Landis na jednym z etapow, kiedy odskoczyl od reszty mimo ze mial wielki kryzys dzien wczesniej, a to wszystko okazuje sie nie byc kwestia silnej woli a zdolnych farmaceutow.
Tegoroczny wyscig stal ogolnie na niskim poziomie a jedynym jasniejszym jego punktem byl wlasnie wyczyn Landisa. Teraz juz wiadomo ze to byla zasluga koksu, a zwyciezca - Oscar Perreiro nie jest wcale wielkim kolarzem co swiadczy o tym ze TDF 2006 byl najgorszym w historii...



