Martin Pellegrino pisze:Jeśli delikwent przyznaje się do winy to znaczy, że wyraża jakąś tam skruchę i w tym przypadku o karze śmierci nie ma mowy. A mam do Ciebie pytanie: a co jeśli ktoś oskarżony o morderstwo na karę śmierci zostaje skazany. Kara zostaje wykonana. Po jakimś czasie pojawiają się nowe dowody, które wykluczają skazanego z kręgu podejrzanych. Kara została już wykonana na niewinnym, jak się okazuje, człowieku. Czyli zostało popełnione morderstwo z premedytacją. W tej sytuacji oskarżyciel, czy też sędzia, powinien zostać sakazany na śmierć. Prawda?
Czytałeś w ogóle to co napisałem?? Jeśli tak to proponuję dodatkowo kurs czytania ze zrozumieniem
Słyszałeś kiedyś o jednej z podstawowych zasad prawa karnego - rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego? Każdy cywilizowany sąd bierze tę zasadę pod uwagę nawet w najbardziej błahych sprawach a Ty twierdzisz, że mając niepełne dowody albo jakieś wątpliwości co do okoliczności czynu czy samego sprawcy skazywano by kogoś na śmierćJanio pisze:... podając jako przesłankę zasądzenia kary śmierci bezsporne udowodnienie winy oskarżonego zakładam, że wyroki te nie będą (jak ma to miejsce choćby w USA) wydawane hurtowo i nagminnie - będą raczej rzadkością i swoistym prawnym wyjątkiem. Oczywistym jest, że są sprawy przy których całkowicie jasne jest, że nie zachodzi obawa pomyłki wymiaru sprawiedliwości (ujęcie sprawcy na gorącym uczynku, przyznanie się poparte dowodami), a więc nie wchodzi w rachubę wspominana przez Ciebie kwestia ponownego procesu.


