Nie zmienia to faktu, ze forma Andiego wraca do tej "za czasów Gilberta" i wkrótce może znowuż wstąpić na podium w rankingu.
To dobrze, bo potrzeba dobrych tenisistlów, bo ciągłe te same finały powodują, że tenis tak nudny i przewidywalny się staje, że traci widowiskowość i widownię,
Roger nadal uważa, że najcięższym meczem w jego życiu, był finał Wimbledonu 2003. To wypowiedź po tegorocznym Paryżu, gdzie poległ przecież czwarty raz z rzędu z Nadalem. A więc coś na rzeczy musi być. żŻyczę mu takiego powrotu do formy.



