Gdy zasiadłem , a właściwie zaległem ( bo film ten oglądałem w łóżku), do oglądania filmu ,,Omen" nie liczyłem na wiele, nie liczyłem szczerze mówiąc na nic.
Liczyłem na kolejny nudny, nieciekawy , będący tylko kolejnym nieudanym spotkaniem z X muzą, jakich to spotkań miałem ostatnimi czasy bez liku, film.
Ot-obejrzeć, zaliczyć, zapomnieć .
Jednak spotkało mnie miłe , bardzo miłe, rozczarowanie.
Spotkało mnie nawet coś więcej. Coś co trudno ująć w słowa, a z czymś trzeba się spotkać samemu i samemu to przeżyć.
W filmie ,,Omen" jest to coś. Coś co sprawia, że człowiek zaczyna na nowo wierzyć w sens sztuki filmowej, zaczyna ją doceniać, zaczyna się nią zachwycać i zapomina o tych wszystkich godzinach, które zmarnował na oglądanie beznadziejnych filmów, na raczenie się przypalonymi flaczkami i spleśniałym serem, serwowanymi nam przez ogromną większość reżyserów w ogromnej większości filmów.
,,Omen" jest inny.Jest bardzo inny.
Czuć w nim mistycyzm, który podsyca dodatkowo muzyka Goldsmitha.
Gdybym powiedział, że każda scena jest tu ważna, piękna, mistyczna, to nieco bym przesadził, ale gdy powiem, że większość scen w tym filmie, taka właśnie jest, to nie rozminę się z prawdą ani na centymetr.
Od samego początku filmu mój okręt został porwany w wir szatańskiej, mrocznej, rzeki i płynąłem nią aż do końca , aż do finałowej sceny , będącej analogią do Biblijnego Abrahama.
Płynąłem tą rzeką i ani na chwilę nie chciałem tego rejsu przerwać, zakończyć czy chociażby nawet podpłynąć do brzegu, by zrobić sobie chwilę przerwy.Mroczna toń przejęła nade mną kontrolę, a mi wcale z tym nie było źle-okręt mój płynął dalej(parfrazując słowa piosenki Kata, które aż same ciśną się na klawiature) i do momentu zakotwiczenia na kameralnym cmentarzu Arlington, gdzie film ,,Omen" ma swój kres, nie istniało nic innego.
Wiele scen z tego filmu przeszło już do historii kina, a mi po niekórych ujęciach, przechodziły ciarki po plecach.
Wizyta Damiena w Zoo to prawdziwy majstersztyk-natura która wyczuwa szatana, natura która się go lęka-coś mistycznie-pięknego.
Guwernantka stojąca na dachu i patrząca przenikliwym wzrokiem, by zaraz popełnic samobójstwo z okrzykiem,,Robię to dla Ciebie Damian" to też jest coś takiego, co sprawia , że myślę sobie,,Jednak wierzę w kino".
Takich scen jest w ,,Omenie" bardzo wiele.
Trudno recenzować film, taki jak ,,Omen". Żadne słowa nie oddadzą zapachu róży, pocałunku o trzeciej w nocy w środku listopadowego parku, spojrzenia Matki na swoje nowonarodzone dziecko i żadne słowa nie oddzadzą tego, czym jest ,,Omen".
Można próbować, można silić się na metafory, kwieciste porównania, wyszukane epitety, lecz to tylko słowa.
,,Omen" jest poza słowami .
Każdy powinien ten film obejrzeć, każdy powinen poczuć ten klimat, popłynąć tą mroczną rzeką tak by jego okręt cumując już do bramy końcowej , nie mógł sobie wypomnieć,, Ominąłem film Omen".
Tego filmu nie można ominąć. Ten film jest po prostu arcydziełem-ani mniej ani więcej. Dokładnie tyle.
Tydzien temu obejrzałem ,,OmenII". Niestety to już tylko picie wody , która została po pysznym spaghetii. To już nie ta klasa, nie ta kategoria.
Tytuł ten sam, lecz film...lepiej przemilczeć.
Dzisiaj obejrzę ,,Omen III" . Chciałbym wierzyć, że się pozytywnie rozczaruję i III nawiążę do I. Chciałbym, ale myślę, że nie ma na to większych szans.



