Carlo Ancelotti zaszkoczył ze składem, bo w miejsce słabo spisującego się Alberto Gilardino postanowił wpuścić Kakę. Nawet nie sama decyzja gry jednym napastnikiem była chybiona. Skoro pozostał tylko jeden atakujący to wiadome było, że do niego powinna być kierowana większość piłek, a ten miał za zadanie odpowiednio je przekazywać bądź próbować akcji indywidualnej czy też strzału. Rzeczywiście nie można mieć wielkich pretensji do Filippo Inzaghiego, bo w żadnym razie nie jest on typem napastnika cofającego się do drugiej lini. Zawodnik ów żyje z podań. A tych było jak na lekarstwo. Przykład? Ile razy Super Pippo został złapany na spalonym? Raz, przy trzech, czterech ofsajdach zazwyczaj. Tylko to świadczy o beznadziejnej formie Andrei Pirlo, który całkowicie przeszedł obok meczu. W dodatku śmiesznie wyglądała gra Ambrosiniego, który do końca nie wiedział jakie zadania ma wypełniać. Bezproduktywnie miotał się pomiędzy ofensywą a defensywą, lewą a prawą flanką. Nic dziwnego, że Berlusconi postanowił go zmienić. Już w przerwie została skorygowana błędnie przyjęta taktyka. Rossonerri powrócili do klasycznego 4-4-2.
Początek meczu był naprawdę wyrównany. Dużo szybkich akcji i błyskawiczne sytuacje pod jedną i drugą bramką sygnalizowały, że będziemy oglądać dobre widowisko. Nikt jednak nie przypuszczał, że aż tak dobre. Po rzucie wolnym z prawej strony boiska (centrował Ibra) gola głową strzelił Crespo. Szkoda, że tym który zawinił był Marek Jankulovski po początek meczu miał przyzwoity, wyróżniał się na lewej stronie boiska. Nie minęło pięć minut gdy kapitalną bombą popisał się Dejan Stankovic dokumentując swoją bardzo wysoką formę. Trzeba powiedzieć, że to właśnie Serb był najlepszym aktorem dzisiejszego widowiska. Kapitalnie rozprowadzał piłki, ale również pracował w defensywie notując kilka odbiorów. Mancini zastosował ciekawy zabieg, bowiem w rzeczywistości graliśmy 4-1-3-2. Rolę tej jedynki spełniał Dacourt, ale o nim później. W każdym razie przy trójce pomocników z przodu Deki miał do opanowania większy sektor boiska. To sytuacja wymarzona, bo taka taktyka determinowała zejścia do środka, a w tych Dejan czuje się wyśmienicie.
Po przerwie Milan ruszył z impetem na bramkę Julio Cesara. Widać prezes nie szczędził gorzkich słów swoich podopiecznym. Zmiany również wywarły na czerwono-czarnych spory wpływ. Jednak w atakch zapędzili się zbyt daleko i od razu skarcił ich Zlatan Ibrahimovic. Szwed rozegrał bardzo dobre spotkanie. Sądzę, że na chwilę powinien zamknąć usta wszystkim swoim krytykom. Atak Nerazzurrich ze swoich obowiązków wywiązywał się wyśmienicie. Jedyne do czego można się przyczepić to mało agresywne inicjonowanie pressingu, ale nie był to jakiś ważny element gry. Doskonale spisywał się Javier Zanetti, moje przypuszczenia sprawdziły się, bez problemu zastąpił na prawym skrzydle Luisa Figo. Natomiast Patrick Viera zagrał bez błysku. Po części wymusiła to szybko otrzymana żółta karta. Później nie mógł pozwolić sobie na ostrą walkę do jakiej nas przyzwyczaił. Niemniej jednak należą mu się brawa. Wytrwał do końca pomimo kontuzji. Później miał o to niezłe pretensje do Sinisy i Roberto.
Przy 3-0 regularnie nacierał Milan. Efektem była bramka w 50 minucie autorstwa Clarence'a Seedorfa (o co te pretensje Maldiniego?). Dla mnie na równi z Kaką najjaśniejsza gwiazda przygaszonego dziś zespołu Ancelottiego. Naprawdę dobrze funkcjonowała obrona trzymana w ryzach przez Materazziego. Grał jak profesor, ściana nie do przejścia. Nie wiem ile razy przyjmował na siebie strzały, przechwytywał piłkę, świetnie interweniował. Wcześniej wspominałem o Dacourcie. Wykonał on kapitalną pracę w środku pola. Jak mógł utrudniał życie Pirlo i Gattuso. Gdyby nie zszedł wcześniej jego ocena byłaby jeszcze wyższa. Cichy bohater dziejszych derbów. Grosso prędko złapał kontuzję i ciężko oceniać jego postawę. Natomiast Maicon również nie oczarował. Ani Brazylijczyk, ani Fabio nie pokazali dziś gry klasycznego skrzydłowego obrońcy. Ivan Cordoba bez zarzutów, a Julio Cesar jak zwykle. Wspaniałe robinsonady, pewne chywyty i jakiś błąd na dokładkę. Cały on.
Jedym z kluczowych momentów gry była bramka na 4 do 1. Właśnie wtedy Matrix mógł zostać bohaterem Mediolanu. Piękna gra i niestety druga żółta kartka. Emocje, emocje. Nie zmienia to jednak faktu, że tak się nie robi. Tak profesjonaliści nie postępują. Mancio solidnie go opierniczy, bo Stankovic w meczu z Chievo, kiedy zachował się podobnie reprymendy również nie uniknął. Wydaje mi się, że gdyby Inter zachował na boisku 11 ludzi moglibyśmy roznieść Milan jeszcze wyżej. Niestety jedno nieodpowiedzialne zachowanie musiało zmienić obraz gry. Na dodatek przyplątała się feralna kontuzja Viery i musieliśmy grać w 9. Całe szczęście, że Rossonerri odpowiedzieli jedynie dwoma golami Kaki i Gilardno. Włoch w końcu się odblokował jednak chyba nie tego oczekiwali od niego kibice.
Generalnie Milaniści chyba za bardzo zawierzyli swojej dotychczas mocnej stronie- obronie (rym
Podsumowując. Dziś mieliśmy wspaniały wieczów z calcio. Mam nadzieję, że w końcu ludzie uwierzą, że takie mecze na Półwyspie Apenińskim to nie tylko wyjątki od obronnej reguły. We Włoszech też potrafią grać piłkę ofensywną, piękną o czym przekonały nas derby Mediolanu. Inter Manciniego to jedna z najatrakcyjniejszych do oglądania drużyn Starego Kontynentu. Włączając mecz Nerazzurrich możemy mieć pewność, że emocji i goli będzie pod dostatkiem.



