Widzew to marka, znana w całej piłkarskiej Europie. W pamięci kibiców pozostały wielkie spotkania z Manchesterem City, Juventusem, Liverpoolem, Borussią Dortmund, oraz innymi wielkimi klubami. Dzięki nim łódzki klub pokazał jak się zdobywa uznanie po polsku.
Mniej więcej 30 lat temu, Widzew dotknął dna, by odbić się od niego w wielkim. Poprzez wielkie mecze z Juventusem Turyn i FC Liverpool zdobył uznanie i respekt, a wyniki jakie zaczął osiągnąć odbiły się echem po całym świecie.
Gdy po wielkich sukcesach stadion z Al. Piłsudskiego opuścił Zbigniew Boniek Widzew, popadł w ligowy niebyt i spadł do drugiej ligi. Do elity wrócił dopiero w sezonie 1991/1992 zapewniając sobie miejsce premiowane udziałem w Pucharu UEFA. Tam natrafił na niemiecki Eintracht Frankfurt. Po niezłym meczu w Łodzi zakończonym remisem dwa do dwóch przyszła sroga lekcja w rewanżu. W Niemczech piłkarze Widzewa przegrali aż 9-0, tym razem pokazując się na salonach w bardzo niekorzystnym świetle.
Warto też zanotować, iż Widzew Łódź jako ostatni polski klub zanotował występy Lidze Mistrzów. W tym elitarnym gronie Widzewiacy znaleźli się w sezonie 1996/1997, tocząc wyrównane pojedynki z zespołami znacznie wyżej notowanymi jak Borussia Dortmund czy Atletico Madryt.
Jeszcze parę sezonów popularni czerwono-biało-czerwoni liczyli się w walce o trofea ligowe, lecz z roku na rok ze względu na złe zarządzanie i nieodpowiedzialną politykę kadrową ich pozycja na ligowym podwórku zmniejszała się. W zaledwie kilka sezonów Widzew stał się średniakiem niepotrafiącym sprostać oczekiwaniom. W sezonie 2003/2004 zajął ostatnie miejsce w lidze i kolejny sezon przyszło mu grać na zapleczu ekstraklasy. Jak się później okazało spadek do 2 ligi był szczęściem w nieszczęściu, gdyż władze w klubie przejął zmartwiony złą sytuacja Zbigniew Boniek. O mały włos nie doszło do paradoksu, przez który jeden z najbardziej utytułowanych polskich zespołów miał rozpocząć nowy sezon w 4 lidze. Dzięki dużemu doświadczeniu i wkładowi finansowemu „nowego-starego” króla Widzew uchronił się przed gigantyczną degradacją.
Na szczęście dla kibiców w całej Polsce drugoligowa banicja Widzewa potrwała tylko dwa sezony. Sprowadzony przez Bońka Stefan Majewski stworzył zupełnie nowy zespół składający się z graczy młodych o charakterze zwanym potocznie widzewskim. Drużyna pod wodzą byłego trenera nieistniejącej już Amici Wronki mogła już po pierwszym sezonie o wrócić do Ekstraklasy. Nie udało się gdyż w barażach lepsza okazała się Odra Wodzisław kierowana przez Franciszka Smude, twórcę potęgi Widzewa z lat 96-97. Jednak jak mówi stare powiedzenie, co się odwlecze to nie uciecze i zgodnie z nim Widzew rok później wrócił na należne mu miejsce do pierwszej ligi. Z pracy w Widzewie zrezygnował Stefan Majewski, a na jego miejsce wprowadzono, jak się okazało najmłodszego trenera w 1 lidze, Michała Probierza.
Dla kibiców Widzew był wielki jest i pozostanie wielki. Każdy z nich wierzy, że pewnego dnia nastąpi reanimacja wielkiego Widzewa sprzed lat, że znów będzie odgrywał kluczowe role w walce o mistrzostwo. Obecny budżet Widzewa wynosi około 2 milionów złotych, czy w czasach, gdy pieniądz napędza futbol taka suma wystarczy do odbudowania potęgi? Raczej nie, bez możnego sponsora ani rusz. Dopóki pieniądze są w futbolu najważniejsze, Widzew jak i każdy inny klub z Polski potęgą zwyczajnie nie będzie, smutne, ale prawdziwe.
Łódź to drugie, co do wielkości miasto w Polsce. Polska to kraj, w który pompuje się coraz większe pieniądze. Dlaczego więc nie ma nikogo, kto mógłby zainwestować w jedną z najlepiej rozpoznawalnej w Polsce i znanej w Europie piłkarskiej marce. Kibice Widzewa, zasługują na wspaniały zespół.
[Tomasz & Smitu]



