Dobrze, że napisałeś, nie chciałem lecieć postu za postem. Oto według mnie kapitalny artykuł z najlepszej strony o Arsenalu. Odzwierciedla wszystko to, co zarzucam wam - Kanonierom, kibicom, Wengerowi. A więc :fieldy pisze:Wigan zwyciężyło, jesli mielibyśmy być dokładni - ale nie w lidze, tylko w pucharze, w zeszłym roku, gdy wygraliśmy pierwszy mecz 3:1, a w drugim przegraliśmy 0:1 [chyba takie były wyniki]
Wenger zawsze był "złotousty”, obficie obdarzał świat swoimi przemyśleniami. Nagminne w tym sezonie biadolenie na sędziów, przeciwników, terminarz spotkań i halny wzbudza już tylko rozbawienie. Ewentualnie frustrację w sympatykach klubu. Absurdem było tłumaczenie złych wyników na własnym stadionie stadionem. Trawa za wysoka, szatnia gospodarzy wybudowana na żyle wodnej, a może to złe moce działają na Emirates – być może niegdyś w tym miejscu Celtowie chowali swoich zmarłych, a ich duchy mszczą się teraz na najeźdźcach kalających ich świętą Brytanię (wszak nie ma u nas rodowitych wyspiarzy w składzie) wywracając naszych, wybijając im piłkę, przesuwając bramki, etc. Inna teoria, mniej fantasmagoryczna, a bardziej spiskowa głosi, że to wszystko międzynarodowy sabotaż – ma to związek z otruciem Litwinienki. Rosyjskiemu eks-szpieg rzeczywiście podano polon, ale po to by zaniósł go nieświadomie na Emirates. W ten sposób cały stadion i piłkarze zostali napromieniowani. Stał za tym Abramowicz, Phenian, Żydzi albo masoneria, oczywiście przy wsparciu Platformy.
Boss generalnie rzecz ujmując gotów jest zrzucić winę za słaby wynik na wszystko i wszystkich byle nie na siebie i zespół. I (cytując za naszym Duce) nic go przekona, że czarne jest czarne, białe jest białe, a nasi grali słabo. Będzie dalej bronił drużyny, kosztem swojej reputacji. Ale nie jest głupi, ograniczony, nawet oglądał ten sam mecz co wszyscy. To celowe działanie. Gramy bardzo młodym, niedoświadczonym zespołem. Adebayor, RvP, Clichy, Djourou, Senderos, Cesc, Flamini, Walcott, Eboue, nawet Hleb dopiero raczkują w wielkim futbolu. Oczywiście wszyscy mają wielkie możliwości, umiejętności i determinację – to sporo. Brakuje im tylko doświadczenia, które objawia się równą formą i umiejętnością radzenia sobie z presją. Jeśli teraz Boss zacząłby krytykować zawodników za postawę doszłoby do podkopania ich pewności siebie, utraty poczucia własnej wartości, załamania morale, nawet do konfliktów wewnątrz. A jak powiedział mędrzec: “żadne miasto ani dom wewnętrznie skłócony się nie ostoi”. Poza tym Wenger wie, że póki co jest w Arsenalu nietykalny – bronią go wyniki z poprzednich lat, buduje sukces przy stosunkowo niewielkich nakładach finansowych, ma świetny kontakt z zawodnikami.
Nic nie trwa wiecznie, ale niektóre rzeczy trwają. Nie masz-li co czekać, zacna Penelopo na swego Odysa. Wenger nadal będzie opowiadał o remisie z Chelsea, który pozostawił niedosyt, bo przecież prowadziliśmy, a wyrównanie padło po faulu na Hlebie. Daremny trud przekonywać, że mieliśmy szczęście zdobywając jeden punkt na Stamford – rywal lepszy fizycznie i taktycznie, sędzia nie przyznał karnego po faulu Senderosa na Drogbie, dwa słupki i poprzeczka po strzałach Smurfów. Tego Wenger już nie powie. Takie rzeczy to tylko w Erze... po Wengerze.
PS. Na świętego Mikołaja dostaliśmy wszyscy ładny prezent, zawinięty w szmaty. Awansowaliśmy do 1/8 finału Ligi Mistrzów, ale po żenującym meczu w Porto. Przyznaję bez wykręcania rąk – zasnąłem około 75 minuty. Biedakom z TVN Turbo też się nie podobało, ale że komentować musieli, to chyba na złość głupoty wygadywali. Trudno, zdarza się przestać cały mecz. Uważam jednak, że Wenger po tym meczu stracił moralne prawo do mówienia, że gramy zawsze atrakcyjny futbol. Bo kto uwierzy?
Przygotowanie:
pablito



