Polskie kluby w europejskich pucharach

Awatar użytkownika
petru
Administrator
Administrator
Posty: 11826
Rejestracja: 05 lis 2004, 22:37
Reputacja: 680
Kibicuję: Konstytucja
Lokalizacja: 4 lipca 1921, hotel Overlook/ ultima Thule

Post autor: petru » 14 gru 2006, 17:14

deltinho pisze:Nie dziwie się, że tam nawet przy prowadzeniu gwiżdżą na swoich.
Zatem hipokryzją jest prowadzenie dopingu tylko przez 10 minut po strzeleniu bramki. Jak protest, to protest przez cały mecz, jak to doping, to doping przez cały mecz, inaczej ciężko powiedzieć, by byli z klubem na dobre i na złe.

Problem w tym, że niektórzy z forumowiczów za bardzo nadmuchali balonik przed tym spotkaniem, stąd to równanie poziomu sportowego Wisły z ziemią. Podejrzewam, że ci sami ludzie, którzy teraz robią maraton świeczek, po słabszej formie reprezentacji na wisonę będa robić to samo. Ba, wiem, bo przecież widzialem, co działo się na forum po meczach z Finlandią, czy choćby z Serbią i Kazachami.

Owszem, ja też miałem high hopes, ale niejako z urzędu, jako kibic, bo jakoś tam znam potencjał obecnej Wisły i znam jej organizację. Poznali ją też wszyscy, którzy mieli okazję oglądac Wisłę za czasów Okuki, czy choćby z AS Nacy i Blackburn Rovers. Dziwię się temu szokowi, dziwię się konsternacji jaka teraz panuje. W komentarzach na głównej przeczytałem wręcz opinię przed meczem, że jeśli Wisła nie awansuje to będzie kompromitacja. Zaskakujące podejcie, bo kompromitacją można to nazwać w przypadku zespołu regularnie awansującego do dalszej rundy czy faworyta grupy jak Blackburn. Prawdopodobnie zapomniano na jakim poziomie jest polska piłka klubowa na arenie międzynarodowej. Przypomnę zatem. Obecna gra Wisły jest to największe osiągnięcie polskiego klubu w pucharach europejskich od... sukcesów Wisły z sezonu 2002. Nie sukces, bo ciężko to tak nazwać, ale od tamtego czasu żaden polski klub nie osiągnął więcej.

Rozumiem, że duma narodowa została podrażniona, ale... Wisła nie ma obowiązku awansować dalej, więc skąd te obrażone miny u niektórych? Przez ostatnie lata pojawiały się głosy, że Wisła kompromituje Polskę w Europie i dla jej dobra powinna zrezygnowac z pucharów, że są Korona, Zaglębie, Lech, które moga więcej. Szanse dano w tym roku, może nie z własnej woli, ale oddano walkę o Ligę Mistrzów. O udział w PUEFA walczyło też Zagłębie, Lech i Legia (Wisłę Płock pominę milczeniem). Efekty były lepsze? Pamiętacie jaki finał miały te "walki"? Skąd teraz tak mocne słowa, tak duże wymagania wobec Wisły? Prawda jest taka, że obwinia się prymusa w podstawówce za to, ze nie posiada wiadomości z liceum.

Tragiczne jest, że prawdopodobnie gdyby Wisła nie wygrała z FC Basel kilka osób nie podpaliłoby się teraz. I nawet nie odwiedziłoby tego tematu.

Przed meczem pisałem, ze mecz muszą wygrać wiślacy w głowie, nie mogą się przestraszyć. Ale jak wygrać, kiedy siła ofensywna opiera się jedynie na Błaszczykowskim, przerzutach z tyłu i dokonującym cudów Brożkiem, który próbuje je przechwycić? Okazuje się jednak, że można z taką grą, tak piszczącymi biedą środkami coś osiągnąć... ale skoro wszystko jest niweczone przez obronę, to nie można wygrać.

W jaki sposób Okuce udało się przemienić najlepszą defensywę w Polsce na jeden wielki błąd indywidualny? Problem nie leży w braku Clebera, przecież Głowacki miewał momenty lepsze w tym sezonie od Brazylijczyka, kiedy zdrowie pozwalało grać. Dudka został dostrzeżony przez Beenhakkera za czasów Petrescu. Głowacki również. Nawet Kokoszka, choć zagrał tylko 2 mecze u Dana dostał kredyt zaufania u selekcjonera (bo przecież nie mógł u Okuki :roll:). Widze, że dla niektórych Beenhakker to dalej słaby fachowiec, bo dwóch z tych piłkarzy byłoby rzekomo obrazą dla piłki, gdyby znaleźli się w następnej rundzie. Okukę porównywałem czasem do Engela, zresztą wspominałem, że podobnie jak Engel próbował Wisłę kryjącą świetnie strefowo (Kasperczak, Liczka, Petrescu) nauczyć krycia indywidualnego każdego zawodnika i wyszedł z tego jeden wielki indywidualny błąd. Wcześniej owszem zdarzały się błędy w defensywie, to nieuniknione, ale asekuracja sprawiała, że po przejściu jednego zawodnika pojawiało się natychmiast dwóch następnych. Nawiasem mówiąc własnie za przerzuty do przodu był krytykowany poprzedni trener. Tylko, że on widział, że Wisła nie ma pomysłu na grę i kiedy nie było wyjścia to drużyna broniła wyniku. Teraz pograliśmy piłku, choć pomysłu dalej nie ma i wyszło to co zwykle. Ale Maricn Bszczyński może być przynajmniej zadowolony, bo może mniej się męczyć na treningach.

Wisła ma więcej atutów, niż pokazała, ale w obecnej dyspozycji i z takim poukładaniem zespołu nie można było osiągnąć innego wyniku. Niestety. Szacunek jednak za walkę, bo ostatnio znów zaczęło jej brakować.
Zico_FCI pisze:Poza tym nie rozumiem tu zachwytów niektórych tu osób nad Błaszczem po tym meczu.
Gdyby zamiast tego Błaszcza był Radovic... ehhhh. Przynajmniej znamy przyczynę porażki.

Wróć do „Puchary Europejskie”