Dziennik pisze:Napastnik łódzkiego Widzewa Bartłomiej Grzelak od początku rundy wiosennej Orange Ekstraklasy będzie grał w Legii Warszawa. Reprezentacyjny napastnik podpisał z mistrzem Polski kontrakt ważny prawdopodobnie przez 3,5 roku.
Król strzelców poprzedniego sezonu drugiej ligi twierdzi, że jest gotowy na grę w zespole walczącym o najwyższe cele: "Pan Wdowczyk pytał mnie, czy nie boję się presji. Powiedziałem, że już od dawna marzę, by wyjść na boisko i wiedzieć, że gram o mistrzostwo Polski. Wiem, że Pan Wdowczyk jest świetnym motywatorem, potrafi w zawodnikach wyzwolić ambicję, agresję i wolę walki" - odpowiada o oczekiwania związane z grą w zespole ze stolicy.
Pytany o to, kto jego zdaniem jest najlepszym polskim napastnikiem, 25-latek odpowiada: "Numerem jeden jest Maciek Żurawski, dwa to chyba Radek Matusiak. Żuraw ma duży gaz, świetne uderzenie. A Radek wypełnił w lidze polskiej lukę po Maćku. (...) Ja jestem gdzieś w dziesiątce".
Dziwny człowiek. Najpierw mówi jaka to Wisła jest wspaniała i profesjonalna. Późnie, że Zagłębie to klub jego marzeń, a na koniec prawdopodobnie podpisuje kontrakt z Legią. Jeśli rzeczywiście ten transfer dojdzie do skutku, to spełni się marzenie wielbicieli polskich talentów. Kosztuje tyle samo co Bury czy Radovic, zobaczymy to którego będzie równał formą sportową.PS pisze:Według "Przeglądu Sportowego" Bartłomiej Grzelak już dziś podpisze kontrakt z Legią. Menedżer piłkarza Dragan Popović podchodzi jednak do tego ostrożnie, bowiem jego klient już raz miał "na pewno" zmienić barwy i trafić do Zagłębia Lubin. Tak jeszcze kilkanaście dni temu twierdził zarówno piłkarz, jak i Popović oraz samo Zagłębie. Ale Widzew nie zgodził się na pieniądze proponowane przez lubinian. A potem pojawiła się również oferta z Wisły Kraków.
– Dlatego teraz się asekuruję, zostawiając jeden procent, bo co prawda wczoraj w Warszawie wszystko zostało przez nas ustalone, ale stosowne umowy podpisywać będziemy w piątek. Nie sądzę jednak, żeby transfer miał nie dojść do skutku – twierdzi agent napastnika. O ile piłkarz szybko dogadał się z warszawskim klubem, o tyle negocjacje między Legią a Widzewem dopiero w ciągu ostatnich dni nabrały przyspieszenia. Na szybkie zakończenie rozmów w sprawie sumy odstępnego naciskał przede wszystkim sam Grzelak, który chciał mieć wyjaśnioną sprawę transferu przed wylotem na wakacje do ciepłej Brazylii. – W poniedziałek wyjeżdżam na urlop i wolałbym już wtedy wiedzieć‚ czy zostaję w Widzewie‚ czy będę grał w innym klubie – mówił wczoraj, chociaż sam wykluczył dalszą grę w łódzkim zespole, co też potwierdził Zbigniew Boniek, jeden z szefów łódzkiego klubu. Członek zarządu Widzewa wczoraj rano spotkał się w Warszawie z trenerem Legii Dariuszem Wdowczykiem. Celem było oczywiście ustalenie kwoty odstępnego, która wyniesie około 600 tysięcy euro. To prawie dwa razy więcej, niż oferowało Zagłębie i właśnie dlatego meldowany wcześniej jako formalność transfer nie doszedł ostatecznie do skutku. Nie zmienią się za to warunki, jakie dla Grzelaka wynegocjował Popović. Piłkarz w stolicy może liczyć na pensję w wysokości nawet ponad 100 tysięcy euro, czyli tyle samo, ile obiecywali w Lubinie. Jednak nie będzie oczywiście najlepiej zarabiającym zawodnikiem mistrzów Polski, bo na przykład Piotr Włodarczyk zarabia 20 tysięcy euro więcej.
Nagłe przyspieszenie rozmów i dzisiejsza finalizacja to również inicjatywa Wdowczyka, który już w sobotę udaje się na wczasy i też chciałby wiedzieć, czy będzie mieć do dyspozycji nowego napastnika. Innym powodem pośpiechu był fakt, że od nowego roku szkoleniowiec przestaje pełnić obowiązki dyrektora sportowego Legii, a zanim jego następca zabrałby się do pracy, na spektakularny transfer mogłoby już być za późno. Trener mistrzów Polski rozmawiał z Grzelakiem już kilka dni temu i to nie o urlopie, ale przede wszystkim o oczekiwaniach wobec nowego reprezentanta Polski. – Muszę przyznać‚ że jestem bardzo zbudowany słowami Wdowczyka. Trener Legii szczegółowo przedstawił mi wizję drużyny i rolę, jaką miałbym w niej odgrywać. Widać było‚ że doskonale się orientuje jeśli chodzi o moją osobę i wie, na co będzie mógł liczyć w przypadku transferu – relacjonuje Grzelak, który jednak nie uczestniczył w ostatecznych negocjacjach.


