Hmmm... Chyba się z deczka spóźniłam, bo miałam być między 3, a 4 ale to nic. Brat wybaczył
Sylwestrowe wyjście zaczęłam już o 14 - zaczęło się rodzinnym obiadkiem z teściami, a skończyło śniadaniem w łóżku [oczywiście już bez teściów]
Aaaaale było fajno
Chociaż nie obyło się bez hardkoru. Północ, stoimy na ulicy pod domem i nagle nadżeżdżają kolesie trabantem, mijając nas, zatrzymują się kilkadziesiąt metrów dalej, nagle zawracają, leci jakiś koleś i drze się, że mu kolegę z imprezy porwali i chcą go pobić, joł! śmiechowo trochę, że tak trabancikiem, ale to nic...


