Imprezowanie zaczeło się o godzinie 18 u koleżanki w domu. Oprócz 7, 8 znajmych twarzy była masa ludzi, których widzialem po raz pierwszy na oczy. No, ale dość szybko znaleźliśmy współny język. Nawet się nie obejrzałem, jak dobijała godzina 23, zatem należało wyjść z domu, tak aby dotrzeć o północy na plac, gdzie zbierali się niemal wszyscy imprezujący w Redzie (znakomite miasto, polecam
Ogólnie, jak już pisałem, zabawę zaliczam do udanych. Nie mam pojęcia ile wypiłem alkoholu, wiem jednak, że ten który mialem przeznaczony dla siebie na całą noc (czyli 0.5 litra kamikadze) skończył się już przed godziną 23 (wtedy już ledwo kontaktowałem, ale wyjście na dwór, długi spacer, aby dojść na plac, dobrze na mnie wplynął
Poznałem także kilka/naście interesujących ludzi, w głównej mierze dziwczyny rzecz jasna. Było dużo tańców, a także atrakcja specjalna - karaoke. Świetna zabwa przy tym, zwłaszcza, że nikt za bardzo nie skupiał się na tym aby śpiewać, lecz aby przekrzyczeć drugiego
Niestety, poza wspomnianym wczesniej bolesnym upadkiem, spotkały mnie również rzeczy mniej przyjemne. Np. rozmawiałem przez telefon z nieznajmomym panem (tak mi się wydawało, że z nieznajomym, później jednak okazało się, że to był mój wujek
Oby takie imprezy (niekoniecznie z okazji sylwestra) zdarzały się częściej (no, ale może nie za często).
*palony spirytus - polecam tenże alkohol. Nazwa mnie na początku odstraszała (do dziś pamiętam uczucie, kiedy wypiłem kieliszek czystego spirytusu, myśląc że piję wódkę) i nie było mi prędko, aby to skosztować. Lecz kiedy już spróbowałem, to w miarę możliwości (bo koledzy nie zawsze chcieli sie dzielic, argumentujac ze mam swoje alko) piłem jak najczesciej. Przyrządza sie następująco: Wlewa się pół kieliszka czystego spirytusu, drugie pół gęstego soku malinowego. Z góry podpala sie zapalniczką (inne środki wzniecające ogień także mogą być) i uderza mocno ręką w ten kieliszek (powinien się przyssać). Następnie się energicznie miesza i gotowe do picia. Polecam jeszcze raz. B)


