Legia Warszawa (L) (zbiorczy)

Awatar użytkownika
petru
Administrator
Administrator
Posty: 11826
Rejestracja: 05 lis 2004, 22:37
Reputacja: 680
Kibicuję: Konstytucja
Lokalizacja: 4 lipca 1921, hotel Overlook/ ultima Thule

Post autor: petru » 03 sty 2007, 12:51

Według mnie Szul to bardzo dobry fachowiec. Najlepiej było widać dobre przygotowanie kondycyjne w sezonie 2002/2003, potem piłkarze radzili sobie coraz gorzej. Ale ja jestem przekonany, że kwestia tego, że trener nie potrafił ich wziąć w garść. Z Panathinaikosem zdychali od 70 minuty, z Vitorią Guimares chyba od drugiej :lol:. Zresztą w pewnym momencie zalany potem Baszczyński miał wyrzucać aut, ale piłka wypadła mu z rąk, wyglądał przy tym jakby miał umierać... a potem kilka dni później przyszedł mecz z z Cracovią i z kondycją... nie było żadnych problemów.

Jak brak dyscypliny w zespole to świetny fizjolog nie pomoże, dlatego ja nie płakałem jak na miejsce Szula przyszedł Bonn, bo "kapral" Petrescu potrafił wyegzekwować przykładanie sie na treningach i bieganie podczas meczu.

Pamietam jak śmiano się na forum z badania poziomu zmęczenia w Wiśle "na nos". No i macie pionera sporttesterów w polskiej piłce.

Na forum Wisły był tekst z PS-u o wiślackim sztabie szkoleniowym od innej strony, był też fragent o Szulu ;):
Fizjolog Ryszard Szul, kiedy pięć lat temu trafił do Wisły, usłyszał od Frankowskiego: „Proszę pana, ja dawniej nie ćwiczyłem biegania, a jakie piękne bramki strzelałem”. Pół roku zajęło mu zdobycie zaufania zawodników, dzisiaj dzwonią do niego po konsultacje byli wiślacy grający w europejskich klubach. Szul jest ulubionym cele dowcipów piłkarzy. Zastawał już swój samochód wypełniony główkami kapusty albo plakat reklamujący występy „Chippendales’ów na drzwiach hotelowego pokoju. Podczas lotniczej podróży do Francji zawodnicy włożyli mu do torby pismo pornograficzne i scyzoryk z pootwieranymi ostrzami. Najśmieszniejsze było to, ze wykrywacze metalu i prześwietlenia bagażu nie znalazły broni, Szul dowiózł kolorowy magazyn do celu i nie musiał się czerwienić przy odprawie celnej. W klubie nazywają go „preparatore fisico”, handlarzem zegarków (ma firmę, która sprzedaje m. In. „polary” – urządzenia na rękę służące do monitorowania częstości skurczów serca) albo „gadżeciarzem”, bo jest fanatykiem wszelkich nowinek technicznych: jeśli kupuje internet – to bezprzewodowy, jeśli mysz do laptopa – to radiową, jeśli okulary – to tytanowe, jeśli rower górski – to superlekki.
Były pływak, kolarz, triathlonista. Przed laty na AWF powstała praca doktorska na podstawie badań wydolności m. in. jego organizmu. Podczas treningu biegał na czele grupy piłkarzy. – Ależ jestem w gazie – prowokował.
-Niech pan lepiej powie, ze śpieszy się pan na obiad, bo teściowa już ziemniaki nastawiła – kpili.
-Jest to najprawdopodobniej najlepsza teściowa na świecie bo codziennie rano przynosi mi gazety do śniadania – ripostował. Jego mentorem jest sławny profesor Jerzy Żołądź, były fizjolog Adama Małysza. – Z tego też chłopaki zrobili sobie dowcip – opowiada Konieczny. – Na obozie w Brescii Grzesiek Kaliciak umówił się z ówczesnym rzecznikiem Wisły Jarkiem Krzoską i zadzwonił do niego, gdy siedzieliśmy w jadalni. Krzoska oddał aparat Ryśkowi, mówiąc, że chodzi o kwestie wydolnościowe. Kaliciak świetnie udawał dziennikarza, zadawał coraz bardziej natarczywe pytania- głównie o skoki narciarskie – a Szul odpowiadał z coraz większa irytacją. Wreszcie krzyknął do telefonu: „Pan się na tym nie zna!” i rozłączył się, a wszyscy niemal pospadali z krzeseł ze śmiechu.

Wróć do „Polska”