Fakt jest taki, ze w siatkowce jezeli nie wchodzi w rachube nieparzysta ilosc meczow to malo ktory system wylaniania zwyciezcy bedzie dobry. Teraz sie wszyscy oburzacie, bo AZS wygral pierwszy mecz. Gdyby polegl tam 0-3 to nikt nie mialby nic przeciwko temu, ze po zwyciestwie 3-2 u siebie o awansie zadecyduje set.
Male punkty zostaly skrytykowane i po LŚ i po MŚ, a liczenie setow jest znowu dosc malo "emocjonujace", bo w rewanzu wystarczy ugrac dana liczbe setow i mecz sie konczy (wygrywasz pierwszego seta i idziesz do domu, po emocjach). Dlatego ten dodatkowy set jest dosc dziwny, ale wg mnie wcale nie taki najgorszy.



