No faktycznie, I runda to Utah którzy nie będą już grali tak jak na początku sezonu i będa mieli dużo więcej porażek niż obecnie. Ale taki układ tabeli jak obecnie jest wielce prawdopodobny i bardzo korzystny dla LA. Zajmują w swojej dywizji drugie miejsce za Phoenix i grają z kimś z trójki: Utah, Minnesota, Denver - wszystkich powinni przejść choć zależy jak będzie grał Iverson z Anthonym ale pewnie będą bardzo groźnym przeciwnikiem. Ale to i tak chyba lepiej niż trafić na Dallas, San Antonio, Phoenix czy Hosuton w pełnym składzie. Trzeba jeszcze dodać że w Nuggets wyłączony do końca sezonu jest Kenyon Martin który bardzo by im się przydał. Ale zakłądając że LA przejda I rundę to później trafiają prawdopodobnie na Phoenix z którymi w tym sezonie już wygrali a jak pokazał poprzedni sezon będąc z góry skreślonym mogą awansować. czyli Lakers mamy w finale konferencjiJarzinho pisze:Jednak jesli tak sezon zakoczny sie tak jak ma to miejsce na dzien dzisiejszy, sznse sa wieksze niz jak trafi sie w drabince na Dallas...
I jak tu nie kochać tej gry?
Przed meczem Pistons-Bulls Ben Wallace miał po raz pierwszy okazję do spotkania się ze swoimi byłymi kolegami. Rasheed Wallace nie byłby sobą, gdyby nie wykorzystał takiej sposobności na jakiś żarcik. Podczas rozgrzewki podszedł więc do Big Bena i za wszelką cenę starał się mu wcisnąć opaskę na głowę. Ben, który miał już wcześniej kłopoty związane z nieprzestrzeganiem obowiązującej w Chicago niepisanej zasady, zakazującej noszenia headbandów, chwycił opaskę i cisnął nią na bok. „Tylko igram sobie z nim. To mój człowiek” – powiedział później Sheed.
Carmelo Anthony już chyba do końca kariery będzie nosił znamię chuligana, który najpierw bije, a później ucieka. Ostatnio uwagę na zawieszonego gracza Nuggets zwrócił Larry Holmes, były mistrz świata w boksie w wadze ciężkiej. Holmes wyjawił, że chętnie udzieliłby Anthony’emu kilka lekcji, jak uderzać i nie zostać uderzonym.
Po tym, jak Los Angeles Galaxy ogłosiło podpisanie opiewającego na 250 milionów dolarów kontraktu z Davidem Beckhamem, głos w tej sprawie zabrało dwóch największych fanów piłki nożnej pośród gwiazd NBA – Kobe Bryant i Steve Nash. „Zabieram swój tyłek do Chin” – wygłosił ten pierwszy na wieść, że w MLS najwidoczniej nie ma ograniczeń płacowych i salary cap nie obowiązuje dla zagranicznych gwiazdorów. „Wątpię, bym mógł zgarnąć podobną sumę. Niestety moja twarz nadaje się tylko do radia” – stwierdził ten drugi na pytanie, czy wybrałby piłkę nożną zamiast koszykówki wiedząc, ile mógłby zarobić jako piłkarz.
Do Chin
PS Ciekawe czy kiedyś przejdziemy do 35 strony



