Dużego wyboru Dawidowski nie miał. Albo mógł siedzieć w rezerwach, a działacze by tylko czekali kiedy sypnie się na odpowiedni okres i rozwiązali z nim kontrakt z winy zawodnika. Albo mógł się zgodzić na obniżenie zarobków.
Zdawał sobie chłop sprawę, że z taką "niegrą" jaka była ostatnimi sezonami jego udziałem nie miał szans na zatrudnienie gdziekolwiek na podobnych co w Wiśle warunkach.



