NBA...

Awatar użytkownika
Yukasz
Basket fan hooligan
Posty: 6363
Rejestracja: 27 sie 2005, 13:17
Reputacja: 0
Lokalizacja: Muzeum Ziemi Podlaskiej, ul. Alternatywy 4, Wiórkowo

Post autor: Yukasz » 10 lut 2007, 4:49

Jak się okazuje nie taki Zachód straszny jak go malują :? W niedawno zakończonym meczu jak typowano przed sezonem jeden z faworytów a przez niektórych główny faworyt do tytułu NBA - San Antonio po raz kolejny w tym sezonie udowodnili że stawianie ich w gronie faworytów było wielkim nieporozumieniem :twisted: Tym razem Spurs musieli uznać wyższość mocno osłabionego kontuzjami Orlando Magic w ich hali. Po stronie gospodarzy nie zagrali: Grant Hill, Trevor Ariza, Tony Battie oraz Keyon Dooling. Cała czwórka nie prędko pojawi się ponownie na parkietach NBA a bez nich Orlando przegrało ostatnie trzy mecze w tym u siebie wysoko z NYK. Tym razem po I poł. mecze ze Spurs wydawało się że zła passa zostanie podtrzymana gdyż San Antonio kontrolowało przebieg meczu od pierwszych minut uzyskując bezpieczną przewagę sięgającą kilkunastu punktów. Jak się okazało bardzo ważną dla losów meczu była III ćwiartka wygrana przez Magic 11 punktami co spowodowało że przed decydującą częścią meczu na tablicy widniał stan remisowy. W IV kwarcie tak jak przez cały mecz tyle że tym razem minimalnie prowadzili goście którzy na ponad 2 min przed końcem odskoczyli gospodarzom na 6 oczek. Ale jak to w koszykowce bywa nie ma przewagi której nie da się zniwelować praktycznie w każdym przedziale czasu. I tak było tym razem gdyż Orlando na mniej niż 30 sek doprowadzili już tylko do jedno punktowej straty. W tych końcowych sekundach faulowani gracze Spurs nie wykorzystali dwóch rzutów wolnych po czym zebrali piłkę z atakowanej tablicy by faulowani trafić zaledwie raz w osobie Parkera :roll: Następnie najlepiej puktujący wśród gospodarzy Nelson doprowadził do remisu, a po stronie przeciwnej blokowany Paker przyczynił się do skutecznego ataku Magic i kolejnych dwóch punktów gospodarzy. W ostatniej sek 'specjalista' od trójek Tim Duncan próbował jeszcze przechylić szlę zwycięstwa na stornę gosci jednak piłka nie znalazła drogi do kosza. I tym samym Spurs przegrali wygrany mecz z osłabioną ekipą Orlando. A tym samym po raz kolejny udowodniła Teksańczycy w tym sezonie nie maja prawa zajść nawet do finału konferencji zachodniej a trener Popovic może sobie pogratulować kiszenia się we własnym sosie emerytowanych koszykarzy zamiast ściągnąć choćby proponowanego mu z LA Clippers Maggettego.

W innym zakończonym już meczu słąbiej ostatnio spisująca się drużyna LA Lakers przegrała na wyjeździe z Toronto czterema punktami. Końcowy rezultat nie odzwierciedla przebiegu meczu gdyż ekipa z Kanady dość wyraźnie prowadziła przez większość meczu tracąc przewagę w samej końcówce. Kolejny niezbyt udany występ zanotował Bryant tyle że nie miał już tylu strat co poprzeniej nocy kiedy to na jego koncie zapisano ich chyba 8. Gospodarzy do wygranej jak zwykle poprowadził Bosh zdobywca 29 pkt. Od kliku tygodni Lakersi nie imponują już taką formą jak z początku sezonu przeplatając kilka zwycięstw kilkoma porażkami i wydaje się że oni podobnie jak Spurs nie odegrają większej roli w tym sezonie. Inna sprawa że drużynie w lepszej grze przeszkadzają liczne kontuzje a niedawno okazało się że podkoszowy gracz Kwame Brown do gry wróci najwcześniej za kilka tygodni.
Oczywiście w obu w/w drużynach z Zachodu wszystko może się zmienić. Może się np okazać że Spurs przez cały sezon budują formę na play-offy a po stronie ekipy z LA do gry powrócą kontujowani gracze i forma obu zespołów znou powróci - w przypadku Lakersów sprzed kilku tygodni a w przypadku Spwurs choćby z poprzedniego sezonu bo w tym drużyna za dużo zanotowała nieoczekiwanych porażek z duuużo nizej notowanymi drużynami.

W innym meczach honor Zachodu uratowali LA Clippers pokonując na wyjeździe Philadelphię 90:89, Denver także na obcym terenie zwyciężajac katastrofalnie grającą w tym seoznie Indianę 102:95 oraz Portland po dogrywce zwyciężajac w Charlotte 108:100. Zaś w meczu na szcycie Wschodu Cavs pewnie wygrali z kolejną 'rewewelacją' tego sezonu obrońcami tytułu Miami Heat 103:79 :roll: W podobnym szlagierze tyle że na zachodznie Dallas po dobrej III kwarcie pokonali Houston 95:74.

Wróć do „Inne sporty”