Do momentu straty bramki graliśmy całkiem nieźle i Liverpool w zasadzie nie wiedział co się dzieje. Katastrofalny błąd Valdesa ewidentnie podciął druzynie skrzydła. Szybko strzelony gol dawał nam dużą przewagę, bo uniemożliwiał Anglikom głębokie cofnięcie do defensywy. Niestety Victor pokpił sprawę. Druga połowa to praktycznie walenie głową w mur podobne do tego z niedzieli. Oczywiście nie obyło się bez kolejnego błędu defensywy. Sami wbijamy sobie gwoździe do własnej trumny.
Nie ma w zasadzie nikogo, kogo można by pochwalić, chociaż Zambrotta, Puyol i Deco całkiem całkiem. Ronaldinho - brak słów. Messi miał duże problemy z bardzo fizycznym kryciem Liverpoolu, a w drugiej połowie praktycznie nie grał - kondycyjnie nie jest przygotowany na cały mecz. Saviola dwie doskonałe okazje (w sumie trzy, bo w pierwszej połowie nie było mowy o spalonym) oczywiście spartaczone dzięki kapitalnej kontroli nad piłką



