Nie ma sensu aby się unosić, bo to i tak niczego w jego wypowiedzi zmieni, a może wywołać jedynie niepotrzebny konflikt.
Cóż dla niektórych wynik dzisiejszego meczu może być niespodzianką, ale dla mnie mecz był taki jak się spodziewałem, czyli nieprzewidywalny. Bowiem obydwie drużyny potrafią w jednej chwili zmienić oblicze spotkania. Zaczęło się od bramki dla Barcy i wówczas można było pomyśleć że gospodarze się rozkręcają i z każda minutą będą przejmować coraz bardziej inicjatywę. Ale Benitez jest świetnym taktykiem i po raz kolejny to pokazał. Liverpool zaczął poczynać sobie coraz śmielej aż tu nagle wyrównanie po sporym błędzie Valdesa. Ale już wcześniej powiało grozą gdy z rzutu wolnego świetnie w powietrzu znalazł się Bellamy i strzelił tuż obok bramki. To było ostrzeżenie dla Barcy, a sygnał do walki dla The Reds. Druga bramka to już wogóle popis obrony Barcy. Najpierw bezproblemowo do sytuacji 1 na 1 doszedł Kuyt, a następnie niefortunnie wybijał obrońca i jakby tego było mało nikt nie upilnował Riise. Tyle błędów w jednym momencie musiało dać bramkę. W Barcelonie jakiś element nie chciał zaskoczyć, widać było że chcieli ale brakowało szczęścia. Saviola mógł być bohaterem, ale niestety nie udało się. Bardzo dobrze zagrała obrona Liverpoolu choć Reina był trochę niepewny w swoich interwencjach.
Jak będzie wyglądał rewanż? Na dzień dzisiejszy ciężko powiedzieć. Barcelona bywa nieprzewidywalna, ale Liverpool na własnym stadionie będzie walczył do ostatniego tchu. Rewanż również będzie nieprzewidywalny i każdy wynik wchodzi w grę.



