RóżA pisze:Nie mogę zrozumieć dlaczego Valencia w drugiej połowie niemalże całkowicie oddała inicjatywę na rzecz The Blues
Powód jest prosty:zmęczenie.Gramy większość sezonu bez kilku kontuzjowanych graczy i to musiało się odbić na drużynie.Nie mieliśmy nikogo na ławce,kto mógłby wejść i wnieść ożywienie w nasze poczynania.
Co do samego meczu.Pierwsza połowa bardzo dobra w naszym wykonaniu.W zasadzie Chelsea zagroziła tylko raz w samej końcówce kiedy kapitalną interwencją popisał się "Canete".Zabrakło trochę szczęścia by już po pierwszej połowie rozstrzygnąć losy dwumeczu na naszą korzyść (dwie sytuacje Moro).
W drugiej połowie wyszło zmęczenie.Choć trzeba przyznać,że gdyby CFC nie zdobyła gola z niczego na początku to mecz mógł się potoczyć inaczej.Dodatkowo Albiol złapał kontuzję i przyznam szczerze,widząc minę Raula z niepokojem oczekuję dzisiejszego raportu medycznego.
Tak na prawdę to Chelsea "musiała" awansować,my zaś mogliśmy.A patrząc na listę nieobecnych w naszej drużynie (Edu,Regueiro,Gavilan,Baraja,Vicente,Marchena,Navarro) to jestem dumny że doszliśmy tak daleko.Niczego nie ujmuję zwycięzcom ale "wielka Chelsea" musiała się dużo namęczyć by wyeliminować zdziesiątkowaną Valencię.Co szczególnie było widać w pierwszych trzech kwadransach (kiedy jeszcze mieliśmy siły),gdzie w moim odczuciu byliśmy drużyną lepszą.
Gratuluję Londyńczykom i liczę na to,że za rok znów się spotkamy.Tym razem bez szpitalu w naszej drużynie.
Sempre Valencia...Sempre en mi Corazón...



