My tu gadu, gadu a mamy już za sobą pierwsze mecze półfinałów DBE. Najpierw krótko o ćwierćfinałach - pierwsze mecze rozbudziły nadzieje na zacięte mecze i kolejne horrory. Jednak we wszystkich parach skończyło się nadspodziewanie łatwo. Anwil będąc zespołem lepszym dwa razy zasłużenie wygrał w Słupsku. Tym samym w tej parze nie było niespodzianki gdyż to wyżej rozstawieni Włocławianie wygrali rywalizację 3:1. Jeszcze drugi mecz we Włocławku do przerwy toczył się pod dyktando Czarnych, jednak druga część należała już do zawodników Anwilu. Trzeci kluczowy dla tej rywalizacji mecz należał do Włocławian wśród których cały zespół choć nieznacznie to jednak przeważał i zasłużenie odniósł zwycięstwo. W ostatnim pojedynku tej rywalizacji także górą byli goście a o ich sukcesie zadecydowała dobrze rozegrana końcówka meczu. W półfinale mistrzostw Polski Anwil trafił na Prokom Trefl. Prokom po dwóch zwycięstwach u siebie w trzecim meczu przegrał po dwóch dogrywkach, by w czwartym decydującym spotkaniu odnieść łatwe zwycięstwo. Anwil to wg mnie po tym, co widziałem w sezonie zasadniczym jedyna drużyna która może wyeliminować aktualnego mistrza Polski. Większych szans w starciu z Sopocianami nie daje ani Śląskowi Wrocław, ani Turowowi Zgorzelec. Kolejnym półfinalistą został Śląsk Wrocław który po mękach w pierwszym meczu we Wrocławiu, w drugim wygrał już łatwiej by w kolejnym decydującym spotkaniu także przeważać, lecz ostatecznie po zrywie gospodarzy - Polpaku Świecie wygrać ledwie dwoma pkt. Także Turów Zgorzelec miał problemy jedynie w pierwszym meczu, w którym wygrał po dwóch dogrywkach z Gipsarem Stalą Ostrów. Drugi mecz to zdecydowana wygrana gospodarzy a w trzecim decydującym spotkaniu po znakomitej czwartej kwarcie, a przegrywający przez poprzednie trzy górą, byli goście. I mimo że we wszystkich parach (poza Prokomu z Polpharmą w której po przebiegu całego sezonu można było przewidzieć trzeci wyrównany mecz, w którym o zwycięstwie jednej z drużyn zadecydują detale) zanosiło się na długą batalię to rywalizacja skończyła się bardzo szybko chociaż emocji w poszczególnych meczach nie brakowało.
Za to dziś odbył się pierwszy mecz w zapowiadającej się bardzo ciekawie rywalizacji pomiędzy pierwszym w tabeli Prokomem a czwartym Anwilem. W hali 100-lecia górą byli gospodarze, ale sam mecz dostarczył baaardzo duuuużo emocji. Mimo, że przez cały mecz prowadzili gospodarze to raz było to jedno ‘oczko’, po kolejnych akcjach przewaga wzrastała do prawie dziesięciu i gdy wydawało się, że Prokom łatwo wygra mecz, po kolejnych celnych rzutach gości z przewagi praktycznie nic nie zostawało. I tak przez cały mecz z dłuższymi momentami gry na styku. Także ozdobą pojedynku były świetne akcje zarówno w obronie jak i w ataku, słabsze momenty obu drużyn, głupie straty jednych, świetne przechwyty drugich, seryjnie zdobywane punkty rzutami za trzy, momentami niecelne akcje obu stron i wszystko inne, czego można się spodziewać po meczu koszykówki. A wszystko to dzięki zaangażowaniu obu drużyn i chęci odniesienia przez nie zwycięstwa w pierwszym meczu tej rywalizacji. Bardzo dobry mecz zagrał dziś środkowy Prokomu a jednocześnie najdroższy koszykarz w historii naszej ligi – Huseyin Besok (19 pkt). Turek dzisiejszym meczem pokazał że jest wart niemałych pieniędzy bo praktycznie przez cały sezon temu zaprzeczał. Nie mówiąc już, że powinien być najlepszym zawodnikiem ligi z racji najwyższego kontraktu. Za to dziś Besok był głównym ojcem zwycięstwa wyłączając z gry jak wcześniej powszechnie sądzono najlepszego środkowego ligi - Otisa Hilla. Amerykanin w pierwszym półfinałowym meczu zagrał bardzo przeciętnie. Pierwsze rzuty w meczu Hilla kończyły się blokami środkowego Prokomu. Później Hill także bardziej straszył niż pokazywał wielką koszykówkę. A jest to o tyle dziwne, że w finałowym meczu Pucharu Polski w którym Anwil wygrał w hali Prokomu, to Hill był nie do zatrzymania i walnie przyczynił się do wygranej. Ale jak widać trener Sopocian nie próżnował i przynajmniej w pierwszym meczu niemal wyłączył z gry środkowego Anwilu. A Besok blokował, zbierał, zaliczał asysty oraz co ważne zdobywał wiele punktów. Drugą gwiazdą po stronie gospodarzy był Chrystian Dalmau - praktycznie jedyny rozgrywający Prokomu. Jedyny ponieważ z gry w obliczu kontuzji wyłączony został będący niedawno w bardzo wysokiej formie Rashid Atkins. Amerykanin po konsultacji z lekarzami w USA nie zagra już w tym sezonie a kontuzji nabawił się pod koniec sezonu zasadniczego. Także trzeci rozgrywający Prokomu - Tomas Pacesas, a w zasadzie drugi bo Dalmau nie jest klasycznym rozgrywajkiem, cały czas nie jest w pełni sił i nie wytrzymuje kondycyjnie trudów meczu. Jednak z pewnością osoba Litwina na parkiecie jest dużym plusem dla Prokomu gdyż bez niego a tylko z Dalmau podopieczni Kijowskiego starciu z Anwilem byliby niemal bez szans. Dziś zarówno Pacesas (5 pkt) i Dalmau (23 pkt) poprowadzili gospodarzy do bardzo ważnej wygranej. Gdy na parkiecie przebywały pierwsze piątki obu zespołów gra była wyrównana ale gdy już na parkiecie pojawiali się gracze rezerwowi uwidaczniała się przewaga Prokomu. Wśród gości bardzo dobrze dysponowany rzutowo był Pluta – 14 pkt. Zresztą każdy z gracy Anwilu zostawił na parkiecie serce i dało to w efekcie aż pięciu zawodnikom dwucyfrowe zdobycze punktowe, a szósty strzelec zespołu Goran Jagodnik dołożył 9 oczek. Tak więc w bardzo ciekawym meczu w którym przy odrobinie szczęścia to goście mogli tryumfować ostatecznie 90:83 wygrali gospodarze. O sukcesie Prokomu zadecydowała dłuższa ławka rezerwowych gdyż zmęczeni trudem meczu goście w końcówce nie byli w stanie powstrzymać bardziej wypoczętych zawodników Prokomu.
Drugi mecz rywalizacji zapowiadanej jako przedwczesny finał już we wtorek. A należy zaznaczyć, że w historii starć obu drużyn po dwóch meczach zawsze było 1:1…
W drugiej parze pomiędzy Turowem Zgorzelec i Śląskiem Wrocław czyli derbach Dolnego Śląska 1:0 prowadzą koszykarze z przygranicznego miasta. W sobotę podopieczni Saso Filipowskiego zadziwiająco bardzo łatwo pokonali koszykarzy Andrieja Urlepa 74:51 a momentami wygrywali już różnicą 30 oczek. Najlepszym graczem meczu był zawodnik gospodarzy Thomasa Kelati zdobywca 19 pkt.


