Koszykówka w Polsce

Awatar użytkownika
Yukasz
Basket fan hooligan
Posty: 6363
Rejestracja: 27 sie 2005, 13:17
Reputacja: 0
Lokalizacja: Muzeum Ziemi Podlaskiej, ul. Alternatywy 4, Wiórkowo

Post autor: Yukasz » 14 maja 2007, 0:26

Prokom Trefl Sopot - Anwil Włocławek 88:83 (17:24, 24:13, 28:23, 19:23) :arrow: stan rywalizacji 4:3

O kutwa co to był za mecz :P Było w nim wszystko co można sobie wymyślić. Cała rywalizacja pomiędzy Prokomem (mistrz Polski) a Anwilem (wicemistrz) była baaardzo ciekawa a ostatni, siódmy decydujący pojedynek był ukoronowaniem tego świetnego spektaklu. O dziwo w tej rywalizacji największym atutem było własne boisko i tak zostało do samego końca. Początek meczu należał do miejscowych którzy głównie za sprawą szkolnych błędów rozgrywających Anwilu wyprowadzali liczne kontry i uzyskali przewagę 7 pkt nad rywalem. Później Anwil zaczął rozważniej rozgrywać piłkę, cały czas grał bardzo agresywnie i twardo w obronie i w efekcie z przewagi nic nie zostało. Mało tego Anwil uzyskał 11 pkt przewagi... lecz po chwili to Prokom wziął się do roboty i stan meczu znowu sie wyrównał. Ogólnie w całym spotkaniu obie drużyny grały falami i seryjnie zdobywały bądź traciły punkty. Najlepszymi graczami po obu stronach byli: Slanina (24 pkt) i Masiulis (15 pkt) w Promie oraz Hill (17 pkt) i Pluta (19 pkt) po stronie Anwilu. Obie drużyny grały na maksimum swoich możliwości a zawodnicy niekiedy nie trafiali z czystych pozycji a innym razem zdobywali punkty w ostatnich sekundach akcji rzucając przy tym z niesamowicie trudnych pozycji. Chyba najlepszym graczem meczu wybrałbym Slaninę z Prokomu który mimo że na parkiecie spędził znaczną część meczu a co za tym idzie poruszał się ostatkiem sił to potrafił seriami rzucać punkty. Co ciekawe na drugiego bohatera Sopocian wyrósł inny Litwin - Masiulis który po otrzymaniu przewinienia technicznego za kopnięcie piłki nagle się obudził i trzy razy z rzędu trafił za trzy :o Zresztą Litwin nagle był wszędzie i trafiał nawet rzuty osobiste co jest jego piętą Achillesową. Oba zespoły uzyskane wcześniej przewagi traciły głównie po błędach swoich rozgrywających, a nierzadko były to wręcz szkolne błędy. Jednak to właśnie tępo meczu było tego przyczyną. Jednak po stronie Anwilu Thomas miał duze oparcie w osobie Otasevica, to już u gospodarzy zmieniany przez Pacesasa grający cały czas Dalmau był jeszcze większym złem na grę gospodarzy. Pasesas po raz kolejny pokazał, że mocny jest tylko w gębie, gdy zwraca uwagę począwszy od swoich partnerów a skończywszy na Kijku. Litwin dziś był ogrywany szczególnie przez szybszego Otasevica jak junior, gdy ten udanie penetrował pod kosz i tym samym niwelował przewagę gospodarzy. Za to w barwach Anwilu więcej można było się spodziewać po pierwszym rozgrywającym Thomasie ale bardzo dobrze zastępował go Otasevic mimo że jak zawsze popełniał bezsensowne faule wynikające z jego ogromnej woli walki. Na początku meczu chyba w wyniku stawki spotkania spalił się Białek który miał bardzo dobry czwarty mecz. Dziś na początku nie mógł trafić do kosza i popełniał proste błędy jednak w miarę upływu czasu obok dobrej gry w defensywie stawał się coraz lepszym graczem w ataku. Za to głównie zawiodła mnie postawa Jagodnika który od pierwszych sekund napalił się na zdobywanie punktów jak dziecko widząc nowe zabawki jednak w przypadku Gorana były to jakby zabawki wirtualne. Dziś Słoweniec popełniał wiele błędów zarówno w obronie jak i w ataku będąc tłem dla najlepszych w jego zespole Hilla i Pluty. Bardzo dobrze, zadziwiająco dobrze w ataku spisał się kontuzjowany przez większość sezonu drugi center Anwilu - Bocevski rzucając trzy trójki. Za to w obronie pod nieobecność Hilla robiła się dziura pod koszem w efekcie czego niskim graczom Prokomu łatwiej było penetrować pod kosz. W przeciwnym obozie na pozycji centra ponownie dobre zawody zagrał Besok i był zdecydowanie bardziej przydatny od Andersena. Dziś Duńczyk w zasadzie nie grał tylko faulował swoich rywali uniemożliwiając im zdobycie łatwych punktów. W Prokomie należy jeszcze pochwalić głównie przesiadującego w tej rywalizacji amerykańskiego Polaka czyli Nordgaarda który zdobywał bardzo ważne punkty. Nie bez znaczenia dla losów meczu były celne trzy rzuty osobiste Amerykanina na koniec trzeciej kwarty po faulu Hilla przy rzucie rywala na dystansie ok.3/4 od kosza Anwilu :roll: Ten bezsensowny faul był czwartym przewinieniem środkowego Włocławian co w czwartej kwarcie wykorzystał Besok dając się sfaulować i powodując przy tym piąty – ostatni taki błąd Hilla. Sam mecz w którym przez drugą część przeważał Prokom mogły wygrać w zasadzie obie drużyny jednak więcej zimniej krwi i sił zachowali gospodarze i to oni spotkają się z czekającym już od ponad tygodnia na rywala Turowem Zgorzelec.

Co do finału to ciekawi mnie czy długa przerwa koszykarzy Turowa będzie miała tu znaczenie bo spotkają się drużyna która po rywalizacji ze Śląskiem została wybita z rytmu meczowego z ekipą która niemało musiała się natrudzić aby z nimi zagrać. Inna sprawa że Turów jest drużyną grającą bez klasycznego centra a to właśnie na wysokich graczach w dużej mierze opiera się gra Sopocian. Turowowi z gry udało się wyeliminować wysokich Śląska którzy w rywalizacji z nimi w zasadzie nie istnieli jednak ci z Prokomu to już inna bajka. No ale w tym głowa Filipovskiego aby wyeliminować atuty rywala tym bardziej że ten gra bez trenera :roll:

Obrazek

Wróć do „Inne sporty”