Autorzy dotychczas starali się przekonać czytelników albo że będzie klęska, bo wybudowane straszliwym wysiłkiem stadiony po zakończeniu mistrzostw będą stały puste, za to ich utrzymanie będzie bardzo drogie, albo odwrotnie, że będzie super, bo na nowo powstałych gigantycznych stadionach będą mogły wreszcie występować gwiazdy muzyki rozrywkowej na zmianę z miejscowymi drużynami piłkarskimi rozgrywającymi mecze ligowe. Autor optymista je wymienia: Lech Poznań, Śląsk Wrocław, Lechia Gdańsk i Arka Gdynia, a ich miastom macierzystym wróży bezprecedensowy rozkwit.
Mam wiele sympatii do piłkarzy, niemniej wydaje mi się, że oczekiwanie, by wymienione drużyny ściągały na swe występy widownię, która byłaby w stanie opłacić utrzymanie obiektu, jest nieco zbyt optymistyczne. Podobnie jak nadzieja, że uda się sprowadzać Rolling Stonesów przynajmniej raz w miesiącu. To nie jest kwestia liczby miejsc na widowni, tylko czy ludzie mają pieniądze na bilety i chcą je wydać. Zresztą autor optymista wydaje się sam wątpić w swe wizje. Podejrzewam, że zadziałała podświadomość: "Rozwój Wrocławia, Poznania czy Trójmiasta musi wywołać efekt domina - to będzie wzór, do którego będą chciały zbliżyć się inne miasta czy regiony Polski" - napisał autor. Domyślam się, że chciał nas przekonać, że miasta będą się rozwijać jedno po drugim, ale ponieważ każdy wie, że efekt domina to nic innego jak przewracanie się kolejnych klocków-sąsiadów, bo ten pierwszy pada i przewraca drugiego, drugi trzeciego i tak aż do chwili, gdy pada plackiem ostatni, wszystko wskazuje na to, że autor w głębi duszy przewiduje nie rozwój, lecz upadek wymienionych miast. Tylko nie chce się przyznać.
Tak daleko bym nie szedł, owszem, obiekty budowane z myślą o Euro będą obciążeniem dla miast, ale jestem pewien, że do całkowitego bankructwa ich nie doprowadzą. Szczególnie, że można pomyśleć konstruktywnie i budować superstadiony giganty od razu z myślą o ich przydatności po zakończeniu Euro 2012. To znaczy: tak konstruować widownię, aby posiadały jak największe przestrzenie płaskie. Unikanie stromizn ułatwi potem ustawienie - możliwie jak najszybciej po uporaniu się z mistrzostwami - straganów i budek. A i z kocyków towar nie będzie się zsuwać. Również klienci będą mieli ułatwiony dostęp i nie będą się potykali o jakieś stopnie. Jak wykazały pozytywne doświadczenia zdobyte na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie, wszelkie pochyłości są marnowaniem przestrzeni handlowej. Gdyby się dało, na stadionach powinno się unikać wszelkich krzeseł, ławek, siedzisk, szczególnie ustawianych amfiteatralnie. Trzeba też tak projektować pobliskie hale sportowe, aby szybko dawały się przerobić na magazyny towarów, nie wolno przy tym zapominać o łatwym dojeździe dla TIR-ów. I będzie super.
Rozumiem, ze Ty byś tej zacinającej się funkcji repeat nie nazwał pewnym kompleksem, czy dysfunkcjąJarzinho pisze:Hotel, sam nie wiem ile ma mieć gwiazdek, mam nadzieje, ze bedize mial sporo. Gonimy Kraków.



