Wiele wczoraj w drugiej połowie w spotkaniu Canarinhos sie nie zmieniło. Brazylia grała padakę, bo jak nazwac kompletny brak pomysłu na grę. Napewno postaciami pozytywnymi byli Robinho, Silva(obrońca), Alves, Juan i moze Mineiro. Reszta słabiutko i słabych ma zastepców Dunga za Kake i Roniego, naprawde słabych. Love wypracował dwie bramki, wiec jakoś mozna uznac jego wystep za przyzwoity.
Spodziewałem sie troche wiecej po Andersonie, Diego czy nawet Baptiscie, jak na dzień dzisiejszy ot neistety przegrywaja i to sporo rywalizacje z Kaka, Ronaldinho czy nawet Ze Roberto. Podobnie Elano.
Chile miało swoje sytuajce... i to jakie. Suazo momentami osmieszał Canrinhos, ale co z tego skoro brakowało wykończenia.
Sporo pracy przed Dungą, aby gra wyglądała tak jak powinna czyli łądna dla oka, bo tylko taka się liczy w przypadku Brazylijczyków.



