Brazylia wczoraj mogła się podobać, grali naprawde dobrze, ofensywnie, może było to spowodowane luzem jakim dały im szybko strzelone bramki, ale zdecydowanie leppiej niz we wczesniejszych spotkaniach. Chile nie grało źle tu poprzeczka, tu kapitalna parada Doneigo, tam znowu zmarnowane sytuacje przez Suazo czy Marka. Zostawili napewno pozytywny wizerunek po sobie, moze wreszcie sie odbuduja do czasów Salasa i Ivana.
Kompletnie nie rozumiem narazie pomysłu na grę Kanarkow, poczatkowo spodziewałem sie, że beda grać skrzydłami, pozniej, że bedize jedna widodąca postać- rozgrywajacy, teraz sam nie wiem. Wczoraj kompletnie wg. mnie nie istniala druga linia, no może Baptista był widoczny, ale o tym, że wczoraj gral Gilberto Silva to dowiedziałem sie ze skladu, naprawde kompletnie nie widoczny. Podobnie Josue, ktorego mozna było dostrzec ok. 40 minuty kiedy na nim zakończyło sie 2 czy 3 minutowa wymiana piłek wśrod Kanarkow z gromkim Ole na trybunach, pozniej przy bramce i to na tyle z jego występu. Obrońcy Juan czy przedewszystkim naprawde godny nastepca Carlosa, Silva zagrali o niebo lepiej. Robinho to wiodąca postać i tutaj nie ma wątpliwośći, dobrze zaczyna grać Love, ktory dobrze potrafi dograć.
Postęp jest, ale jakoś nie potrafie się przekonać, a patrząc na ilość stwarzanych sytuacji przez Urusów to naprawde bedzie ciezko im ich pokonać.



