Artykuły prasowe warte przeczytania

Awatar użytkownika
Zico_FCI
Io Sono Interista
Posty: 3820
Rejestracja: 17 lip 2005, 21:51
Reputacja: 46
Lokalizacja: Electric Avenue

Post autor: Zico_FCI » 16 lip 2007, 15:34

Mam coś lepszego, bo że Stec głupi to wiadomo.

Wencel gordyjski - Legła Warszawa
Numer: 29/2007 (1282)
*Raz sierpem, raz młotem stołeczną hołotę!

Biada poecie, który po roku ciężkiej pracy dla tygodnika "Wprost" postanowił odpocząć na kresach dawnej Rzeczypospolitej. Niegdyś jeździło się do kraju, "gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała, gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała". A dziś ostała się z tego zestawu jeno pała. Policyjna, ma się rozumieć.
Dzień po meczu, który zakończył się największym skandalem w dziejach niepodległej Litwy, nasi rodacy z Wilna nie znajdują we współczesnej polszczyźnie słów zdolnych oddać skalę zjawiska. "Kurier Wileński" pisze o "rozjuszonej tłuszczy" i o "chętnych do bijatyki zawadiakach", którzy "dokazywali nie tylko na ulicach miasta, ale również w barach i restauracjach".
Tymczasem ja, nie czekając na wyroki UEFA, staram się naprawić wyrządzone szkody. Zamiast chodzić śladami Mickiewicza, sprzątam po kibolach Legii. W centrum Wilna każda restauracja oklejona jest vlepkami o Warszawie, a już knajpiane toalety to prawdziwe izby pamięci. Znad otwartego sedesu patrzy na mnie błagalnym wzrokiem prezydent Stefan Starzyński, któremu nad głową dopisano: "Jedno miasto, jeden klub". Żeby skrócić jego męki, podważam paznokciem vlepkę i wrzucam ją do kosza na śmieci. Kazio Deyna z hasłem "Legia mistrz" trzyma się trochę mocniej, ale po użyciu wykałaczki i on ochoczo schodzi z glazury. Nikt nie chce kiblować dłużej, niż to konieczne.
Chuligani Legii mają z czego być dumni. Pojechali do miasta swoich dziadków i pokazali, na czym polega nowoczesna europejska tożsamość. Nie bili się dla Boga, o honor czy za ojczyznę. Przerwali mecz w proteście przeciw holdingowi ITI, który - ich zdaniem - źle zarządza klubem. Tyle że dziadkowie, nie mówiąc już o babciach, zrozumieli z tego niewiele. Stosując ulubioną inwektywę warszawki, można stwierdzić, że okazali się burakami. Pogrążeni w jakimś zatęchłym patriotycznym micie patrzyli z otwartymi ustami, jak grupa młodych Polaków demoluje ich ukochane miasto. Legła, legła Warszawa na wileńskim bruku i trudno będzie komukolwiek przywrócić jej dawny blask.
Młodości wiele można wybaczyć. W końcu już Mickiewicz pisał, że jest "górna i durna". Niedawno dwóch piłkarzy Legii odmówiło gry w młodzieżowej reprezentacji Polski i świat się od tego nie zawalił. Ot, nie chciało się chłopakom biegać za piłką po kanadyjskich boiskach, skoro kasa leży na murawie przy ul. Łazienkowskiej. Cóż, kij im w oko bądź - jak kto woli - krzyż na drogę. Przynajmniej nie udają patriotów. Co innego kibole stołecznego klubu, którzy od lat cierpią na schizofrenię. Fakt, że jeżdżą na mecze po to, by się upijać, wywoływać burdy i zaliczać panienki, nie przeszkadza im na każdym kroku odwoływać się do narodowych symboli. Czegóż to nie wypisują na swoich sztandarach? Cud nad Wisłą? Jak najbardziej. Obrona stolicy w 1939 r.? Obowiązkowo. Powstanie warszawskie? No ba! Przed meczem w Wilnie złożyli nawet wieniec w formie klubowego godła na grobie, w którym spoczywają szczątki matki Józefa Piłsudskiego i serce samego marszałka. Zachodzi jednak prawdopodobieństwo, że pomylili postać naczelnika z Romanem Dmowskim, który - według PZPN - jest ojcem założycielem kibolskich bojówek.
Trudno stwierdzić, ilu chuliganów Legii w chwili ataku na litewską policję miało wpięty w klapy marynarek "mieczyk Chrobrego", ale wolno przypuszczać, że było ich wielu. Zakazany na piłkarskich stadionach symbol przedwojennego Obozu Wszechpolskiego musiał odegrać niebagatelną rolę w inicjatywie legionistów, skoro na stadionie doszło do rozlewu krwi. Co wrażliwsi komentatorzy dostrzegli wręcz analogię między aktem stadionowego wandalizmu a dyskryminacją żydowskich studentów na Uniwersytecie Wileńskim. I wreszcie wszyscy, jak jeden mąż, zrozumieli antypolskie fobie Czesława Miłosza.
Oczywiście, żartuję. Doszukiwanie się świadomości historycznej wśród kiboli Legii przypomina szukanie igły w stogu siana. Obawiam się, że kiedy prezydent Starzyński mówił: "Chciałem, by Warszawa była wielka", nie miał na myśli macierzystego klubu LWP. W gruncie rzeczy mocarstwowe dążenia legionistów zostały ukształtowane przez peerelowską propagandę, która rozdmuchała opozycję między centrum a prowincją. Dlatego tym, którzy będą karać chuliganów za ich wybryki w Wilnie, radzę nie dzielić włosa na czworo, tylko zrobić użytek ze słusznego hasła: "Raz sierpem, raz młotem stołeczną hołotę!".
Autor: Wojciech Wencel
http://www.wprost.pl/ar/?O=110276

....
Choć sam – z racji wieku, kondycji i ogólnej niechęci do wymiany fizycznych argumentów – nie biorę udziału w „ustawkach”, mam głęboki szacunek dla stadionowych straceńców, którzy aktywnie bronią klubowych barw. Bo wiem, że podobnie jak ja chcą oni być wolni, żyć pełnią życia, robić rzeczy trudne i niepopularne w kulturze „miękkich wartości”. Kto wie? Może te słowa staną się także swoistym memento dla piłkarzy Arki, którzy właśnie wychodzą na pierwszoligowe boiska walczyć o utrzymanie. Niech nie wychodzą zarabiać pieniędzy, niech wychodzą realizować nasze marzenia: bić się, zwyciężać i wstawać po porażkach. Niech nawet w meczu na remis walczą o zwycięstwo, bo taka zawsze była Arka i tego oczekują od niej kibice. „Arka to jest potęga! Arka najlepsza jest! Arka to chuligani! Arka MZKS!”.

WOJCIECH WENCEL
...
Arka to chuligani

Są tacy, którym hasło „Arka Gdynia” kojarzy się tylko z „ustawkami” chuliganów. A ponieważ nie mają pojęcia o zasadach panujących w tym środowisku, wymyślają kibicom od zwierząt i boją się iść na stadion, jakby sądzili, że szalikowcy stłuką im okulary i wytrącą z ręki książkę wypożyczoną wcześniej z biblioteki. A przecież także w tym świecie obowiązuje etyka odwagi, lojalności i honoru. Chuligani z zasady walczą między sobą, nie angażując postronnych widzów, i robią to zazwyczaj poza stadionem, używając gołych pięści, a nie siekier i noży, jak to sobie wyobrażają futbolowi ignoranci.

WOJCIECH WENCEL
:think:

Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”