Powiem szczerze. Nigdy nie przepadałem za Winokurowem, podobnie jak za wszystkim co wiąze się z ówczesnym Telekomem. Ale zawsze darzyłem go szacunkiem, a to co zrobił na wyścigu Paryż - Nicea po śmierci swojego przyjaciela Kiwiliewa nie zapomnę do końca życia. Nie tak odchodzą legendy. Ludzie, kibice potrzebują takich legend. Coraz bliżej mi stwierdzenia, że nie ma już czystych kolarzy, sa tylko skutecznie sie broniący. (Riis, Hamilton, Landis, Basso, Ullrich, Zabel, Winokurow, etc... kto następny)
Fieldy ja myśle, ze jak bys zapytał Winokurowa on sam by nie odpowiedział.



