Dla mnie absurdalne jest to że jak jakiś kolarz niby jest podejrzany to już automatycznie nie może być dopuszczony np.do Tour de France.
Tak było z Basso, tak było z Petacchim, który będąc w tak wspaniałej formie stracił szanse na zdobycie zielonej koszulki dla najlepszego sprintera Touru(po "maglia ciclamino" w Giro"), tylko dlatego że jakiś zawistny i zakompleksiony prokuratorek z Coni bezpodstawnie oskarżył go o doping i zażądał 1roku dyskwalifikacji.
Dalej czytam że Eddy Mazzoleni może dostać 2lata za to że chodził na wizyty do lekarza, który podobno rozprowadzał środki dopingujące.
Jak dla mnie to są sprawy wręcz absurdalne i wkurza mnie to całe "polowanie na czarownice" szczególnie we Włoszech, Niemczech i we Francji.
Jeśli chodzi o doping to dla mnie sprawa jest prosta.Łapią takiego Vinokurova czy Landisa na niedozwolonym wspomaganiu, robią próbkę B i jeśli także ta wskaże wynik pozytywny to jest dyskwalifikacja i koniec.To jest dla mnie doping.
Nie uznaje natomiast dyskwalifikacji za jakieś unikanie kontroli podczas treningu tak jak u Rasmussena bo przecież po co on ma zażywać prochy na treningach? Jeśli jest czysty na zawodach to może jechać dalej i wszystko jest w porządku i co nas obchodzą gdzie on trenuje i co on tam wogóle robi?
Nie rozumiem także jak można kogoś zdyskwalifikować na podstawie jakiś starych rozmów telefonicznych lub za same kontakty z jakimś doktorem, który może nawet i rozprowadzał kiedyś jakieś środki dopingujące ale co z tego?Przecież same kontakty nawet z osobą podejrzaną nie są zabronione(mogą budzić co najwyżej tylko pewnien niesmak) i taki Mazzoleni może się spotykać nawet z bossemi sycylijskiej mafii ale jeśli nic się mu nie udowodni to nic mu nie mogą zrobić.
Podobna sprawa jest z Gianpaolo Caruso, który ryzykuje 2lata tylko za to że przyjażnił się z Manolo Sainzem i to ma być dowód że ktoś stosował środki dopingujące? To jest paranoja.
Po prostu trzeba rozróżnić doping od nie-dopingu oraz niech wreszcie w świecie kolarskim zaczną panować zasady jakie cechują każdy demokratyczny ustrój a mianowiecie że aż do momentu aż komuś się winy nie udowodni to jest on niewninny i może startować sobie w Tour de France jak i w każdym innym wyścigu.Czasy pokazowych procesów to były w stalinowskiej Rosji, hitlerowskich Niemczech czy podczas Rewolucji Francuskiej gdzie bez dowodów skazywano niewinnych ludzi i podobne zasady panują teraz w kolarstwie.
Swoją drogą to Lance Armstrong także był w centrum podejrzeń jeśli chodzi o doping chociaż nic mu nigdy nie udowodniono ale jakoś nikt nie wykluczał go czy nie dopuszczał do Tour de France zaś takiego Basso czy Ullricha nie dopuszczono mimo że wtedy to też były tylko spekulacje i wymysły prasy tak jak w przypadku amerykanina.
Tak samo z Zabelem, koleś przyznał się że stosował doping a mimo to jeżdzi sobie w najlepsze w Tour de France zaś taki Ullrich jest na cenzurowanym i nikt nie chce mieć z nim nic wspólnego.Dalej weżmy takiego Vieranqua, który się koksował zas teraz jest komenatatorem kolarstwa dla francuskiego Eurosportu zaś Bjarne Riss, który niedawno przyznał się że wygrał Tour na koksie jest dyrektorem duńskiej grupy kolarskiej CSC!!!-nie ma jak dobry wzór dla młodzieży.
Jak widać wszędzie są równi i równiejsi i dopóki tak będzie i nie powstaną jakieś proste i przejrzyste reguły to nigdy nie zwalczy się fenomenu dopingu nie tylko w kolarstwie ale i w całym sporcie.
Człowieku to żałuj że nie oglądałeś Giro d`Italia w latach 2003/2004 kiedy to praktycznie każdy płaski etap(a było ich zancznie więcej niż obecnie) wyglądał mniej więcej tak samo.Na początku szła jakaś kilkuosobowa ucieczka, którą peleton wchłaniał tak mniej więcej na 5-10km do mety potem natomiast swój słynny "pociąg" ustwiała Fassa Bortolo(ówczesna grupa Petacchiego) zaś etap wygrywał Petacchi nie pozostawiając nikomu żadnych złudzeń.A płaskie etapy w ogóle sobie odpuszczam bo tam zawsze jest to samo. Jeden czy dwóch ucieknie, potem ich dogonią i rozstrzygnie się na finiszu. Tak jest w 99% przypadków
Ala-Jet był wtedy w niesamowitej formie i wówczas żaden Mc Ewen czy Bonnen nie mieliby z nim żadnych szans, sądze że tylko Mario Cippolini w swojej najwyższej formie byłby w stanie wówczas powalczyć na finiszu z Petacchim.Niestety nie było nigdy takiego sytuacji żeby Cippolini i Petacchi byli równocześnie w szczytowej formie gdyż Mario był troche starszy od Alessandro a wielka szkoda bo ich walka na ostatnich metrach wyglądała by niesamowicie i pasjonująco.
ps.co do jutrzejszego etapu to nie sądzicie że powinien zaatakować Alejandro Valverde? I tak nie ma on już szans na końcowe zwycięstwo czy nawet na podium w Paryżu zaś z jego stratą-prawie 11minut peleton bez problemu powinien go puścić.Oczywiści oprócz niego musi zaatakować jeszcze co najmniej kilku lub kilkunastu kolarzy ale Alejandro jest niezłym góralem i powninien sobie poradzić na ostatnim podjezdzie.
W każdym razie na pewno wygrany etap osłodził by trochę fatalny wstęp w tegorocznym Tourze Valverde, który był obok Vinokurova głównym faworytem tegorocznego wyścigu.
Pamiętam że w którymś z wywiadów poprzedzających tegoroczny Tour de France Valverde mówił że jego cele jest podium w generalce i wygranie przynajmniej jednego etapu, to pierwsze jest już raczej nierealne ale to drugie...



