Sylwester Szmyd:Dla mnie sprawa jest jasna – obecnie nie obserwujemy walki z dopingiem, lecz z kolarstwem. Postawmy cały sport w jednej linii i na wszystkich frontach walczmy z dopingiem tak samo. Jestem ciekawy, jak bardzo zmieniłaby się ocena piłkarzy, tenisistów, lekkoatletów czy pływaków. Kiedy pojawił się pomysł, żeby włoskim piłkarzom robić testy krwi, to od razu podniósł się krzyk, że oni mają swój honor i nie będą tak poniżani. Sprawa upadła. Gdyby jakiś kolarz coś takiego powiedział, od razu zająłby się nim prokurator i zostałby zdyskwalifikowany. Dlaczego po słynnej aferze Puerto mówiono tylko o 50-60 kolarzach, którzy znaleźli się na liście doktora Fuentesa? Gdzie podziały się nazwiska 170 przedstawicieli innych dyscyplin, którzy także korzystali z jego wspomagania? Taka walka z dopingiem to zwyczajna obłuda.
JG:Dlaczego Pana zdaniem padło akurat na kolarstwo?
Szmyd:Bo to specyficzny sport. Nie ma stadionów czy stowarzyszonych grup kibiców. Jeździmy w próżni. Atakując kolarstwo, atakuje się stosunkowo wąską grupę, więc łatwo ją zniszczyć. Kolarze nie mają żadnych praw. O każdej porze dnia i nocy możemy spodziewać się kontroli. Każdy tydzień musimy mieć szczegółowo opisany, informując gdzie jesteśmy i pod jakim numerem telefonu można nas zastać. 365 dni w roku jesteśmy pod kontrolą. Tak jest tylko w kolarstwie. W domyśle dlatego, że u nas rządzi doping. Nasze władze powinny się postawić i zażądać, by takie same reguły obowiązywały także w innych dyscyplinach sportu.
JG:Presja wyniku w sporcie jest ogromna. Ilu zawodników sięga po doping, żeby osiągnąć upragniony sukces?
Szmyd:Nie wszystko da się załatwić dopingiem. Trzeba być realistą. Nie każdy może być mistrzem olimpijskim, czy wygrać Tour de France. Ja nigdy nie wygram Wielkiej Pętli. Nie zacznę wygrywać jednego wyścigu za drugim. Takich zawodników jak ja jest wielu. Większej presji są poddawani najlepsi. Wobec nich wymagania są ogromne. Dość powszechna jest opinia, że w tym roku TdF nie powinien mieć zwycięzcy.
JG:Co Pan o tym sądzi?
Szmyd:Nie zgadzam się. Ten wyścig powinien wygrać Rasmussen. Szefowie Rabobanku nie powinni go wycofywać. Nic na niego nie mieli, ale ulegli presji. Rasmussen nie jest lubiany. Nawet szef UCI mówił, że nie chciałby, żeby Duńczyk wygrał. Szefowie ekipy widzieli, co się dzieje, a Rasmussen wjechałby na Pola Elizejskie w żółtej koszulce lidera. Gdyby jechał drugi, nikt by się go nie czepiał. Przeciwnie. Wszyscy by go chwalili, że zrobił takie postępy. Sprawa Rasmussena pokazała, że nie można wygrywać, bo od razu pojawiają się podejrzenia. Gdyby Contador dłużej jechał jako lider, jego też by zniszczyli. Zresztą zaraz po zakończeniu Touru w jednej z niemieckich gazet pojawiła się opinia, że nazwisko Hiszpana brzmi jak nazwa jakiegoś leku, środka farmaceutycznego. Czy to normalne? To sugestia, że Hiszpan wygrał wyścig w sposób nieuczciwy. A przecież ktoś, kto się tylko trochę zna na kolarstwie, widzi, jaki to jest talent. Bez niego mógłby brać nie wiadomo co, a i tak nie ukończyłby Touru w czołówce. Gdyby wyścig potrwał jeszcze cztery tygodnie, to może jakiś Francuz znalazłby się na podium. Co za problem wykosić kilkunastu kolarzy wyżej klasyfikowanych?
Zgadzam się z panem panie Szmyd
Rzecznik prasowy niemieckiego biura kryminalnego w Wiesbaden, Christian Brockert potwierdził, że otrzymał akta od eksperta dopingowego Wernera Franke, w których znajdują się m.in. dowody winy Alberto Contadora, tegorocznego zwycięzcy Tour de France.
Brockert nie wymienił jednak żadnych nazwisk i nie podał szczegółów: -Dokumenty dodamy do akt prowadzonego już śledztwa.
Pamiętacie - 'Hokus pokus, czary mary Twoja Stara to Twój Stary'
Manuela Piechaczek z Rybnika (może to jakaś koleżanka Piotrka
Zwycięski skład utworzyli: Cadel Evans, Thor Hushovd, Fabian Cancellara, Alberto Contador, Oscar Pereiro Sio, Philippe Gilbert, Thomas Voeckler, David De La Fuente i Johan Van Summeren.
No i ten filmik z eurosportu o Rasmussenie ujawniający gdzie i jak Duńczyk trenował
http://www.eurosport.fr/watts/mcplayerv ... 7564.shtml


