Polskie kluby w europejskich pucharach

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 12926
Rejestracja: 15 maja 2006, 22:36
Reputacja: 2055

Post autor: Morrow » 08 sie 2007, 21:52

Kiedyś był płacz, że trafiamy na Manchester, Barcelonę, Real i dlatego odpadamy. Ostatnio jednak trafiamy na co tu kryc średnie europejskie drużyny bo ani Anderlecht ani Panathinaikos ani Szachtar i trudno też przypuszczac, że Steaua po tym co pokazała w dwumeczu Europy nie podbiły.

Heh i to chyba jakaś taka polska mentalnosc, że stwarzamy iskierkę nadziei ale nigdy za tą iskierką nie pojawia się nic więcej.
Przypomniał mi się rewanż Wisły z Panathinaikosem kiedy to Krakowianie po wygraniu 3:1 w Krakowie do przerwy będąc drużyną lepszą w Atenach remisowali i wydawało się, że tylko cud może sprawic, że wyrzuci ich z LM. Skończyło się 4:1 dla Koniczynek po dogrywce...

Młodzieżowe MŚ, Polska - Argentyna. Do przerwy po niezłej grze 1:1 i nadzieje, że a nuż będzie sensacja. Skończyło się 1:3 i to był najmniejszy wymiar kary.

MŚ w Niemczech, Polska - Niemcy do przerwy 0:0 w meczu "o życie", kończy się 0:1.

Puchar Uefa, Wisła - Lazio...

Przykładów mogłoby byc wiecej ale po co. Jakoś w kluczowych momentach polskie drużyny nie potrafią wyjsc zwycięsko. Nie wiem czy to tylko kwestia umiejętności czy też większy wpływ ma psychika ale skoro Rumunów, Ukraińców czy nawet Słowaków, którzy mają przecież znacznie uboższe tradycje piłkarskie aniżeli Polska stac na skuteczną walkę w europejskich pucharach to dlaczego od tak dawna w 40 mln państwie, w którym piłka nożna jest sportem narodowym nie możemy się doczekac sukcesu a samo wejście do MŚ jest dla nas wielkim, wymarzonym osiągnięciem? Mniejsza o to czy przez 90 min się bronią i liczą na kontry czy też są stroną dominującą. W ważnym meczu o jakąś poważniejszą stawkę zawsze dostajemy po tyłkach albo mecz kończy się dla nas niekorzystnie. Wyjątkiem może był mecz z Portugalczykami ale znając życie szybko zapomnimy o nim dzięki kolejnym meczom naszej repry.

Co do dzisiejszej gry Zagłebia. Pierwsza połowa była niezła i gdyby nie ten gol na 1:1 możliwe, że byśmy murowali bramkę i dociągnęli do karnych, ewentualnie strzelili coś z kontry. Druga połowa już bez dynamitu i nawet jeśli Vaclavik nie zawaliłby bramy trudno sobie wyobrazic, że Miedziowcy mogliby coś ustrzelic. Zaryzykuję stwierdzenie, Steaua była jedną z najsłabszych drużyn, jeśli nie najsłabszą z jaką grała polska drużyna w walce o ChL. Strzelili nam 3 bramki. 2 brama po ewidentnym błędzie stopera + bramkarza. Przy pierwszej oprócz Bartczaka czepiłbym się znowu bramkarza bo cały czas stał przyklejony do lini, gdyby Rumun trafił w piłkę to jedyną szansą na to że brama by nie padła było to, że mógł trafic w Vaclavika. W pierwszym meczu też stał wciąż przyklejony do lini a przy bramce z rożnego też nie był bez winy. Ale może jestem uprzedzony.

W każdym razie Steaua nie była drużyną poza zasięgiem, nie wygrała 4:0 jak niektórzy przewidywali, moim zdaniem nie zasłużyła dziś nawet na to 2:1 ale w dwumeczu była drużyną lepszą bo Miedziowcy na awans 30 min dobrej gry w pierwszej połowie i ostatnimi 7 w meczu w Lubinie zwyczajnie nie zasłużyli.
Ostatnio zmieniony 08 sie 2007, 21:57 przez Morrow, łącznie zmieniany 1 raz.

Wróć do „Puchary Europejskie”