Wypadało by coś napisać, ale mnie to już męczy trochę - każdy w rodzinie "co Ty jako student politologii o tym wszystkim myślisz", etc. Mam to czego chciałem, kolega ostrzegał mnie przed tym, że po politologii można nabawić się czegoś na kształt wstrętu do polityki. Jednak do rzeczy.
Może na początek do sondaży się odniosę. Należy we wszelkich "analizach" pamiętać o tym, że PiS, partie chłopskie, są niedoszacowane. Platforma nie ma takiej przewagi nad PiS jak to wygląda w OBOPIE, PENTORZE, etc. Inaczej się sprawa ma z analizami PGB - Polskiej Grupy Badawczej, jedynej instytucji która poprawnie przewidziała wyniki poprzednich wyborów, a nie usprawiedliwiała się, że sondaże mają wyznaczać trendy.
Moim zdaniem wybory niewiele zmienią, PiS ma mimo wszystko stały elektorat i to bardzo, bardzo twardy. Te 25 % to bardzo dużo w naszym kraju. Zwłaszcza, że prawdopodobieństwo pójścia na wybory w październikową ulewę jest u tej grypy zdecydowanie większe niż w u innych partii.
Ja to bym chciał koalicji PO + PiS + UPR. Tylko co z tego, że ja tak bym chciał. O UPR już pisałem tutaj, więc powtarzać się nie będę. Moje poglądy polityczne oscylują w ramach wymienionego przeze mnie trójkąta. Pojawia się tylko dylemat na kogo głosować. Jak zagłosuje na PO i Tusk z komuchami się dogada, ministrem sprawiedliwości zostanie "porno grubas" (z tego miejsca chciałbym pozdrowić jakże nieszanowanego przeze mnie Pana Niesiołowskiego, ja jako "bydło"), to będę sobie pluł w brodę do końca tego rządu o skrócie kojarzącym mi się z jakimś polipem. Tym tokiem rozumowanie strategicznie imho było by zagłosować na PiS. Wtedy to przy założeniu, że PO i tak wygra to łatwiej było by o koalicję iście popisową.
Już sama nazwa pokazuje co było by lepsze: popis czy polip.



