GKS Katowice (zbiorczy)

Awatar użytkownika
Fishbone
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1629
Rejestracja: 20 wrz 2006, 16:31
Reputacja: 28
Kibicuję: GKS Katowice
Lokalizacja: Katowice

Post autor: Fishbone » 13 sie 2007, 15:42

Śląsk Wrocław 0:0 GKS Katowice

W spotkaniu 4. kolejki II ligi sezonu 2007/2008 GKS Katowice bezbramkowo zremisował na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław. Po tym meczu GieKSa ma dorobku 4 punkty i zajmuje dziewiąte miejsce w tabeli.

Mecz było bardzo ciekawym widowiskiem. Choć licznie zgromadzona tego dnia na stadionie przy ul. Oporowskiej publiczność (w tym 500-osobowa grupa kibiców GieKSy) nie zobaczyła bramek, to mecz do końca trzymał w napięciu. Pierwsza połowa była wyrównana, choć szczególnie w pierwszych fragmentach meczu znacznie lepsze wrażenie robiła gra naszego zespołu. Katowiczanie grali bardzo żywiołowo, pomysłowo, raz po raz inicjując ciekawe akcje. Dopiero w ostatnim kwadransie pierwszej połowy GKS cofnął się nieco głębiej, zostawiając piłkarzom Śląska więcej swobody w rozgrywaniu akcji.

Sygnał do ataków bardzo szybko, bo już w 2 minucie spotkania dał Krzysztof Markowski. Z rzutu wolnego, z odległości ok 25 metrów w pole karne dośrodkował Hubert Jaromin. Wspomniany Markowski dopadł do zgranej przez Kaliciaka futbolówki i zdecydował się na natychmiastowy strzał z półobrotu. Silnie uderzona piłka, ku naszej rozpaczy trafiła jednak w poprzeczkę.
W szóstej minucie spotkania do groźnego starcia doszło na połowie GKS. Interweniującego Piotra Polczaka staranował Rosiński. Pech chciał, że zawodnik Śląska uderzył naszego obrońcę kolanem w splot słoneczny. Kontuzja była poważna i o dalszej grze nie mogło być mowy. Na boisku pojawił się zatem Łukasz Wijas. Sytuacja ta, poza zmianami personalnymi spowodowała także przetasowania w ustawieniu naszej drużyny. W miejsce Polczaka na środku defensywy wycofany został Markowski, a jego miejsce w linii środkowej zajął wchodzący z ławki rezerwowych Wijas.
W 16 minucie gry znakomitą akcję przeprowadzili nasi piłkarze. Po szybkiej wymianie podań, lewą stroną przedarł się Damian Mielnik. Wpadł w pole karne wrocławian po czym wyłożył futbolówkę nabiegającemu Hubertowi Jarominowi. Strzał kapitana GieKSy trafił jednak w obrońców gospodarzy.
W 22 minucie spotkania po raz pierwszy zagotowało się pod bramką Jacka Gorczycy. Do zagranej z rzutu rożnego piłki skakali Imeh i Sztylka. Żaden z nich nie zdołał jednak jej sięgnąć i skończyło się na strachu.
Kilkadziesiąt sekund później rzut rożny wykonywali tym razem katowiczanie. Do dośrodkowania autorstwa Jaromina znakomicie wyszedł Wijas i bardzo efektownie uderzył głową. Piłka poszybowała o centymetry nad poprzeczką bramki Janukiewicza. W 26 minucie gry piłka po raz drugi tego dnia wylądowała na poprzeczce gospodarzy. Najpierw na przedpolu "szesnastki" Śląska katowiczanie wymienili kilka dokładnych podań, po czym na dośrodkowanie z prawego skrzydła zdecydował się Sroka. Piłkę szczupakiem uderzał Kaliciak. Sędzia przy tej akcji dopatrzył się co prawda pozycji spalonej, jednakże cała akcja, sposób jej rozwiązania i wykończenia zasługiwał na najwyższe uznanie.

Na 10 minut przed końcem pierwszej części spotkania po raz drugi przed szansą otwarcia wyniku stanęli gospodarza. Długim podaniem z własnej połowy na prawe skrzydło popisał się Vladimir Cap. Do piłki dopadł Marek Gancarczyk, na pełnej szybkości wpadł w pole karne GieKSy, mijając po drodze Gajowskiego i Markowskiego, po czym zdecydował się na strzał z dość ostrego kąta. Ku naszej uciesze trafił tylko w boczną siatkę. Kilkadziesiąt sekund później dynamiczną akcję środkiem boiska ponownie przeprowadził niezwykle aktywny Marek Gancarczyk. Próbował go powstrzymywać Krzysztof Markowski, ale w efekcie sfaulował jednak pomocnika Śląska na wysokości ok 20 metra od naszej bramki. Po krótkim rozegraniu rzutu wolnego na strzał zdecydował się Rosiński, jednak trafił w wybiegającego z muru Gajowskiego.
Tuż przed ostatnim gwizdkiem pierwszej połowy spotkania GKS pokusił się jescze o dwie groźne akcje prawą stroną boiska. Podobnie jak to było wcześniej, nie przyniosły one jednak rezultatu i na przerwę zawodnicy zeszli przy wyniku bezbramkowym.

Na drugą połowę zespoły wyszły bez zmian w składach. Zmienił się jednak obraz gry. GieKSa oddała inicjatywę gospodarzom i cofnęła się na własną połowę wyczekując okazji do kontrataków. Piłkarze Śląska przyjęli zaproszenie do gry i co chwila starali się wywieść w pole naszych obrońców. Czystych sytuacji bramkowych było jednak jak na lekarstwo. Dobrze prezentowali się nie tylko nasi defensorzy ale i cała drużyna. Znakomicie w odbiorze piłki spisywali się nasi środkowi pomocnicy, Prasnal i Wijas.
W 53 minucie spotkania akcję prawą stroną boiska strzałem wykończył Janusz Gancarczyk. Strzał o dwa metry minął jednak prawy słupek bramki strzeżonej przez Jacka Gorczycę. Cztery minuty później doszło do pierwszej zmiany w zespole wrocławskim. Za Janusza Gancarczyka na placu gry pojawił się Grzegorz Wan. W 64 minucie gry mocny strzał Ulatowskiego poszybował nad bramką Gorczycy. Trzy minuty później trener Śląska, Ryszard Tarasiewicz zdecydował się na drugą zmianę. Podobnie jak to było w ostatnim zwycięskim meczu wrocławian, w miejsce Krzysztofa Ulatowskiego na murawie pojawił się Sebastian Dudek. Mimo tych zmian obraz gry nie ulagał zmianie. Nasza drużyna nadal skupiała się na defensywie, robiąc to na tyle skutecznie, że zdecydowana większość akcji ofensywnych zespołu Śląska kończyła się na 20 metrze od bramki katowiczan.
W 70 minucie spotkania na mocny strzał z woleja z ok. 30 metrów zdecydował się Wijas. Nie trafił jednak czysto w piłkę i ta powędrowała kilka metrów od świątyni Janukiewicza.
Na 16 minut przed końcem spotkania na pierwszą, niewymuszoną zmianę w naszej drużynie zdecydował się trener Piotr Piekarczyk. Za Krzysztofa Kaliciaka na murawie pojawił się Szymon Pasko.
W 81 minucie meczu groźny strzał autorstwa wprowadzonego na boisko ledwie minutę wcześniej Tomasza Szewczuka świetnie zablokował Marek Gajowski. Kilakdziesiąt sekund później mieliśmy najlepszą w tym meczu okazję do zdobycia bramki. Do fantastycznego podania z głębi pola w wykonaniu Wijasa wystartował Hubert Jaromin. Uciekł pilnującym go rywalom po czym wpadł w pole karne Śląska. Przed nim był już tylko Janukiewicz. Wydawało się, że za chwilę piłka znajdzie się w siatce. Niestety, futbolówka uderzona lewą nogą o centymetry minęłą długi słupek wrocławskiej bramki.
W 86 minucie meczu bardzo groźnie z 20 metra uderzał Vladimir Cap. Pomylił sie jednak o kilkadziesiąt centymetrów, posyłając futbolówkę obok lewego słupka bramki Jacka Gorczycy. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry szczęście uśmiechnęło się tym razem do nas. Rzut wolny z odległości ok. 20 metrów wykonywali wrocławianie. Do futbolówki podszedł Krzysztof Wołczyk. Uderzenie było najwyższej klasy, jednak piłka po odbiciu się najpierw od poprzeczki, a następnie od murawy wyszła w pole.
Później mecz stał się bardzo nerwowy. Oba zespoły miały świadomość tego, że jeden błąd może kosztować je utratę jakże cennego punktu. Co prawda piłkarze gospodarzy próbowali jeszcze zawiązać jakąś decydującą akcję, jednak do ostatniego gwizdka sędziego tego spotkania wynik nie uległ zmianie.

Z gry naszej drużyny możemy być zadowoleni, z wyniku chyba też. Co prawda, gdyby w kilku sytuacjach sprzyjała nam fortuna moglibyśmy pokusić się o komplet punktów, jednak należy pamiętać, że także zawodnicy Śląska stworzyli sobie kilka dogodnych okazji do pokonania naszego bramkarza. Podsumowując, mecz z pewnością mógł się podobać. Był prowadzony w szybkim tempie, a oba zespoły pokazały naprawdę dobry futbol. Zabrakło tylko bramek, jednak z pewnością podział punktów w to niedzielne popołudnie nie krzywdzi żadnej ze stron.

Wróć do „Polska”