Słów bez liku razy kilka...

Awatar użytkownika
Feniks
Skład B
Skład B
Posty: 81
Rejestracja: 15 sie 2005, 11:50
Reputacja: 0

Słów bez liku razy kilka...

Post autor: Feniks » 13 sie 2007, 16:49

.. poniósł wilk owieczki, ponieśli i wilka. I wcale nie zapowiadam tu jakże rychłego odejścia Schustera ze stanowiska. Co to, to nie. Ustosunkuję się do paru spraw, które zostały poruszone w tym temacie, a mi zwyczajnie nie chciało się wcześniej ich skomentować.

Sneijder. Złym transferem nie jest. Mylą się Ci, którzy uważają, że można by było kupić go taniej. W styczniu 2006 roku Valencia oferowała bodajże 16 milionów euro i została wyśmiana. Możecie sobie gdybać, że za 14 milionów przyszedł by wcześniej. 14 milionów to oferuje Valencia za Van der Varta. Galaktyczni muszą płacić myto. De facto Mijatovic powinien być zadowolony, że skończyło się na tych dwudziestu siedmiu. Kto widział Sneijdera w akcji wie, że keplerowskie pieniądze to to nie są.

Przy odrobinie cierpliwości trawa zamienia sie w mleko. To samo pomyślał sobie Jorge Valdano, kiedy to pewnego, burzowego, lipcowego poranka sącząc gorącą kawę pomyślał o José Marianie Gutiérrezie. Na wieść o planach argentyńskiego szkoleniowca Guti ze łzami w oczach postanowił sie odwdzięczyć rycerską postawą na treningach i szlachetnym postępowaniem na boisku. Czy odwrótnie. Mniejsza o większe. Cóż, że otwarta przyłbica, kiedy łeb zakuty - mógłby ktoś złośliwi skomentować osiągnięcia Gutiego. I wiecie co? Przyznam mu rację. To się nazywa syndrom Pavona. Pamiętacie? Podobno jeden z najzdolniejszych piłkarzy, jakich Real spłodził. Zaraz podniesie się burza "co to? ale jak to?". Siakto odpowiadam. Może to dziwić, ale niektórzy nadal uważają, że NASA to producent skejtowskiej odzieży a Raul to wychowanek Realu. Mógłbym oczywiście skrócić cały ten akapit do zdania, że Guti nie ma szans w bezpośredniej rywalizacji ze Sneijderem i najprawdopodobniej decydować będą wątki poboczne, ale po co?

Defraudacja młodych talentów to w Realu ostatnimi czasy norma. Teraz nastąpi zmiana. Real dostał taką gwiazdeczkę, której nawet Florentino Perez nie byłby w stanie na błoto przetopić. Royston Drenthe, bo o nim tu mowa jest talentem większym od katalońskiego Dos Santosa. I mówię to jako kibic Barcelony. Nie widzę go co prawda na lewej obronie, tylko na lewym skrzydle i modlę się o choć odrobinę rozsądku dla Schustera, by wypróbował go na tej pozycji. To nie jest piłkarz pokroju Javier strzela, Pan Bóg piłkę niesie. W wieku dwudziestu lat, doszedł do takiego oponowania piłki i jakości dryblingu, że mógłby się przy odrobinie wysiłku równać z Ronaldinho. Śmieszy to Was? Guus Hiddink też się śmiał, że sprzedaje jakiegoś trzecioklasowego snajpera o nic nie znaczącym nazwisku Huntelaar do Heerenveen za 900 tysięcy euro.

Przyszłe transfery. Nie wydaje mi się prawdopodobna opcja dwóch ściągnięć i więcej. Góra jeden piłkarz i gdybym miał zaryzykować i kogoś wskazać, byłby to Robben, który hipotetycznie jest już zaklepany. Dani Alves? Z całym szacunkiem, ale media troszeczkę nakręcają jego osobowość i umiejętności. Zwróćcie uwagę na przysłówek troszeczkę.

Niektórzy nadal żyją w krainie nadziei i obłudy puszczając pachnące bąki i pijąc lemoniadę w kolorze koperkowego różu. Fiasko z Kaką jest pewniejsze od tłumaczenia się Beckhama, który powiedział do liniowego "Hijo de puta". Calderonowi łatwiej będzie udowodnić dziewictwo Paris Hilton niż ściągnąć Robbena, Van der Varta i Alvesa. Zarząd może zaszaleć. O ile szaleć to dopełnienie rzeczownikowe słowa dyndać. Taaak. Zarząd Realu może sobie podyndać. Zwłaszcza jak nie wygra Superhipermegaekstra Pucharu Hiszpanii. Bo patrząc realnie tylko to trofeum znajduje się w tym roku w zasięgu awionetki którą pilotuje Bernd Schuster.

Wróć do „Hiszpania”