Czy to oznacza, że Widzew jest z góry skazany na porażkę? Jest wiele argumentów, przemawiających za tym, że tak nie jest. Łódzki zespół zagra po raz pierwszy pod dowództwem nowego trenera Marka Zuba. Nie trzeba nikogo przekonywać, że zmiana szkoleniowca to zawsze dla zawodników dodatkowy impuls. Nikt bowiem nie może się czuć pewny, że wywalczona przez niego wcześniej pozycja w zespole będzie utrzymana. Każdy od nowa ma szansę na miejsce w pierwszym składzie i walczy o jej wykorzystanie.
Co więcej, ostatni ligowy mecz odbył się dwa tygodnie temu. Możliwe zatem, że stołeczny zespół w trakcie przerwy wytracił ten impet, z którym grał w pierwszych kolejkach. Zresztą - jak twierdzi trener Marek Zub - seria sześciu wygranych z rzędu może stanowić dla legijnego zespołu bagaż, który z każdym meczem ciąży coraz bardziej. Warszawscy fani oczekują bowiem przedłużenia passy za wszelką cenę. Tym bardziej, że siódme zwycięstwo byłoby jednoznaczne z ustanowieniem przez Legię rekordu, bo taki wyczyn temu klubowi jeszcze nigdy się nie udał.
Oba zespoły przystąpią do rywalizacji w osłabieniu. W Widzewie nie będą mogli grać chorzy Łukasz Juszkiewicz i Mateusz Broź. Natomiast w zespole z Łazienkowskiej urazy wyeliminowały Wojciecha Szalę, Piotra Bronowickiego i Błażeja Augustyna. Ciekawostką jest, że w Legii gra aż czterech były graczy Widzewa. Są to Bartłomiej Grzelak, Jakub Wawrzyniak, Jakub Rzeźniczak i Tomasz Kiełbowicz. Trzech pierwszych jeszcze w poprzednim sezonie zakładało koszulki z herbem Widzewa na piersi. Teraz należą do czołowych zawodników Legii.
Dotychczas Widzew z Legią spotykał się 58 razy. Łódzki zespół wygrał 18 z tych pojedynków, 23 przegrał, zaś 17 razy kończyło się podziałem punktów. Dodajmy, że nasza drużyna na Łazienkowskiej po raz ostatni zgarnęła komplet punktów dziesięć lat temu, w pamiętnym meczu, który zakończył się wygraną 3:2, choć jeszcze pięć minut przed końcem to gospodarze byli zwycięzcami i mistrzami Polski. Czy piątkowe starcie będzie równie emocjonujące?



