GKS Katowice 1:1 Polonia Warszawa
W meczu 11 kolejki II ligi GKS Katowice zremisował na własnym boisku z Polonią Warszawa 1:1 (1:0).
Patrząc na skład personalny naszych rywali, jak i formę obu zespołów, przed meczem ten wynik mogliśmy brać w ciemno. Trzeba jednak przyznać, że patrząc na przebieg meczu wynik jest jak najbardziej zasłużony, aczkolwiek przy większej dozie szczęścia katowiczanie mogli pokusić się w tym meczu o pełną pulę.
Mecz rozpoczął się spokojnie, a obie drużyny wzajemnie się badały. Po kilku minutach zarysowała się przewaga Polonistów, a największe zagrożenie pod naszą bramką tworzył duet napastników gości Jacek Kosmalski – Radosław Gilewicz. W pierwszych 30 minutach dwukrotnie znakomitymi interwencjami popisywał się Jacek Gorczyca. Gospodarze w tym czasie starali się kontratakować, aczkolwiek ich akcjom brakowało wykończenia.
W 39 minucie spotkania katowiczanie rozegrali znakomitą akcję. Robert Sierka z Sebastianem Gielzą rozklepali obronę warszawian. Gielza odegrał na prawo do Huberta Jaromina, a ten mocnym strzałem miedzy nogami Radosława Majdana zdobył prowadzenie dla gospodarzy. Po zdobyciu bramki GieKSiarze poszli za ciosem i po chwili znów zakotłowało się pod bramką Polonii, ale arbiter nie zdecydował się podyktować „jedenastki” po przypadkowym zagraniu ręką jednego z obrońców Polonii.
Do przerwy nic już się nie zmieniło i zapowiadało się na niespodziankę. W drugiej połowie w drużynie Polonii nastąpiła jedna, ale jak się później okazało kluczowa, zmiana. Piotra Kosiorowskiego zastąpił Lumir Sedlacek. Drugie 45 minut, podobnie jak pierwsze, rozpoczęło się dosyć sennie. Sygnał do ataku dał Jaromin, ale jego strzał z dystansu był zbyt lekki i skierowany w środek bramki. W 52 minucie znakomitą okazję na podwyższenie prowadzenia miał Gielza, ale jego strzał z 10 metrów o centymetry minął poprzeczkę.
W kolejnych minutach zarysowała się przewaga Polonistów. Rzadko jednak dochodziło do klarownych sytuacji pod bramką GieKSy. Jeżeli jednak zakotłowało się w polu karnym to w bramce bardzo dobrze spisywał się Gorczyca.
Niestety nadeszła 75 minuta i arbiter tego spotkania, pan Łukasz Bartosik podyktował wątpliwy rzut wolny dla gości. Piłkę na linii pola karnego ustawił Sedlacek. Wydawało się, że mur składający się z kilkunastu graczy, będzie szczelną zaporą. Jednak piłka po strzale Sedlaczka znalazła drogę do bramki. Tym razem Poloniści postanowili pójść za ciosem. Osiągnęli przewagę zamykając fragmentami gospodarzy na ich połowie, nie przynosiło to jednak poważnego zagrożenia. Prawdziwe emocje zaczęły się na 5 minut przed końcowym gwizdkiem. Najpierw po błędzie Polczaka, sam przed Gorczycą stanął Jacek Kosmalski, lecz bramkarz katowiczan w znakomitym stylu obronił jego strzał. Dwie minuty później po kontrze gości ponownie Kosmalski zakręcił obroną Katowic i uderzył z dystansu, piłka na nasze szczęście wylądowała na poprzeczce.
Sytuacje te najwyraźniej zirytowały gospodarzy, gdyż jeszcze raz postanowili zaatakować i stworzyli znakomita sytuację. W 90 minucie w sytuacji sam na sam z Majdanem znalazł się Szymon Pasko, lecz jego strzał w dobrym stylu obronił bramkarz Polonii. GKS próbował do końca walczyć o 3 punkty i miał na to okazję w 93 minucie kiedy to rzut wolny z 18 metrów wykonywał Krzysztof Markowski, niestety piłka trafiła w mur. Na tym emocje się skończyły i kilkanaście sekund później arbiter zagwizdał po raz ostatni.
Czego zabrakło w grze GieKSy, aby zdobyć komplet punktów? Niestety w tym meczu nie istniała gra skrzydłami, po raz kolejni zawiedli nasi boczni pomocnicy. Aby zacząć wygrywać z potentatami należy coś z tym fantem zrobić.



