Ogólna dyskusja o polityce

Awatar użytkownika
franz
Ki(L)gore Trout
Posty: 3855
Rejestracja: 15 paź 2006, 16:58
Reputacja: 100
Lokalizacja: Miasto Kanibali

Post autor: franz » 22 wrz 2007, 13:10

Ale tu pusto, prawie jak w moim portfelu po ostatnim wyjeździe.

To może na początek wrócę do swej starej, sprawdzonej retoryki plucia(przepraszam, że tak pózno odpowiadam ale wiesz...):
Chlopaczek pisze:Z tego co pamietam politycy lewicy nie raz i nie dwa wypowiadali sie ze sa za legalizacja marihuany.
I co z tego, że się wypowiadali skoro nic w tym kierunku absolutnie nie zrobili. Politycy, a zwłaszcza ci z lewicy maja to do siebie, że wiele obecują bardzo wiele (3 miliony mieszkań, gruszki na wierzbie itd.) by dostać się do władzy i mieć z tego bardzo wymierne korzyści.
Co do legalności to można palić trawe w bardzo wielu krajach legalnie i bez żadnych konsekwencji prawnych np. : (Zaczynając od Ameryki Południowej) Peru, Argentyna, Brazylia, Kolumbia, Wenezuela, Urugwaj. Przejdźmy do północnej i środkowej tak więc jak jest w środkowej(łacińskiej) Ameryce to nawet sam Bóg chyba nie wie. Pewnie nawet jak by tam palenie czy posiadanie marihuany było zakazane to i tak by nikt tego nie przestrzegał (szczególnie na Jamajce :wink: ) bo aparat biurokratyczno-policyjno-urzędniczy jest tam dość słabo rozwinięty no i pewnie sam zarabia na przemycie trawy i innych narkotyków do U.S.A albo Kanady. Jak już jesteśmy przy stanach to tu bywa różnie w niektórych stanach można palić bezkarnie a w niektórych jest to karalne, co do Kanady to tylko w jednej części kraju palenie jest całkowicie legalne zaś w innych zakazana choć jest to zakaz martwy bo nie egzekwowany. Jeśli chodzi o Europę to zakaz palenia oraz posiadania itd. obowiązuje oczywiście w lewicowo-socjalistycznej Skandynawii (Norwegia, Szwecja, Finlandia, Islandia) a także w Francji, która nie od dziś jest uważano za kolebkę lewicy czy nawet wręcz za jej matecznik. Zakaz obowiązuje też w krajach demoludów (wschodnia środkowa Europa, Bałkany) w większości rządzi tam (rządziła) lewica bądź pseudo prawica. Spokojnie i bezkarnie można palić w Portugali, UK, Hiszpanii, Irlandii, Italii, Szwajcarii, Austrii chyba w Niemczech też. Jeśli chodzi o Azje to duży wpływ na stosunek do palenia ma tam kultura(traktowanie marihuany podobnie jak u nas alkoholu) i religia(Islam, Hinduizm). Co do Afryki to można palić sobie co się chce kiedy chce i jak chce. W Australii też za palenie cię nie wsadzą. A co do legalności w Polsce to kiedyś można było mieć jakąś ilość marihuany „na własne potrzeby”, lecz dnia 24 kwietnia 1997 ustalono, że w Polsce zarówno import, produkcja, pośrednictwo w sprzedaży, jak i samo posiadanie marihuany jest nielegalne i stanowi przestępstwo, kto wtedy rządził na pewno nie prawica, mało tego lewica, która według ciebie opowiada się za legalizacja marihuany wcale nie zmieniła tej ustawy choć miał ku temu ogromne możliwości, czemu tego nie zrobiła odpowiedz jest prosta była zajęta grabieżą. A co do tego ZUSu to jest to pomysł wybitnie lewicowy(debilny) i wolał bym żeby lewica nie „psuła” jak to określiłeś w tej kwestii. A co do tego kto rządził to można powiedzieć, że jesteśmy blisko meritum, bo według mnie prawica nie miała realnego wpływu na kształt i ustrój państwa polskiego bo nigdy tak naprawdę nie rządziła w tym kraju, no ale jak ty uznajesz PiS za partie prawicowa to wybacz.
Chlopaczek pisze:Nie ma w Szwecji prawa zabraniajacego palenia we wlasnym ogrodku.Wiec gdzie Ty tu widzisz wine lewicy i ograniczanie wolnosci?
A więc po pierwsze nie znam się na prawie szwedzkim zbyt dobrze(prawie wcale), na razie będę się starał poznać polskie na szwedzkie przyjdzie czas, tak więc nie wiem jakie są tam regulacje prawne dotyczące palenia tytoniu(jeśli ty wiesz to je przedstaw) A co do tego poszanowania wolności to według prawicy własność i wolność to świętość(lewica ma na ten temat skrajnie odmienny pogląd) tak więc we własnym ogrodzie mogę sobie palić ile wlezie bo to mój ogród, zaś jeśli sąd przyznaje rację jakiemuś idiocie (facet chodził w masce gazowej po własnym ogródku i to na dodatek nawet gdy ta kobieta nie paliła a przecież w Szwecji jest takie czyste powietrze) to coś tu jest nie tak. W U.S.A takiego procesu by nawet nie było facet został by wyśmiany już przy składaniu zawiadomienia o przestępstwie. Co do tej sytuacji to nie wiem w jakiej odległości były te ogrody, jaką miały powierzchnie itd. ale jednak trudno mi uwierzyć, żeby dym z papierosa, którego jest bardzo mało dochodził z jednego ogrodu do drugiego(no chyba, że w Szwecji maja ogrody o powierzchni równej wzrostowi naszego prezydenta).A co do krajów, które wymieniłeś to gdy wprowadzano tam liczne zakazy dotyczące zakazu palenia tytoniu w różnych miejscach to głownie rządziła tam lewica, a co do Włoch to nie określał bym Berlusconiego jak pełnego prawicowca no i bardzo duży wpływ na zakazy ma Wspólnota Europejska i jej dyrektywy.
Chlopaczek pisze:Nie co nie znaczy ze iscie romantyczne zalozenia lewicy XVIII wieku maja racje bytu we wspolczesnej rzeczywistosci szczegolnie takigo kraju jak Polska.
Używając twojej terminologii to „ostro pojechałeś”. Wiem, ze słowo „romantyczne” dla każdego może oznaczać coś innego, ale my chyba mamy skrajnie odmienne zdanie o tej całej „romantyczności”. Głównymi ideami lewicy w XVIII było „zabijmy wszystkich, którzy mają nasze pomysły i wizje świata głęboko gdzieś”. Co było romantycznego w gilotynowaniu ludzi, terrorze, strachu, masowych egzekucjach tylko dlatego, że mieszkańcy jakiejś wioski nie przestali chodzić do kościoła i nie zgodzili się na zmienienie go w „świątynie rozumu”.
Czy wymordowanie całej ludności prowincji Wandea(300 albo 400 tys. ludzi głównie kobiet i dzieci bo są najbardziej bezbronne i w przeciwieństwie do faceta raczej nie mają szans w walce z wojskiem, przypomnę też, że dla „oszczędności” strzelano do nich z dział, zatapiano razem ze statkami, palono, wrzucano do studni) tylko dlatego, ze miała inne poglądy niż rządząca w Paryżu lewica uznajesz za romantyczne? Czy doszczętne zniszczenie miasta Lyon za nieposłuszeństwo wobec tej XVIII lewicy jest dla ciebie romantyczne? To ma do siebie lewica, że ona proponuje „wolność” ale tylko jeśli ktoś robi to co owa lewica uważa za słuszne, za taką „wolność” to ja dziękuje i za taka „romantyczność” lewicy XVIII wieku też.

Zaległości odrobione a więc możemy wrócic do meritum. Podziwiam dobra zagdrykwe Jana Rokity i szkoda mi, że w Platformie ostatecznie zwycięzył nurt proLiDowski to ostatecznie przekonuje mnie do głosowania na UPR bo wachłem sie pomiedzy UPR a PO(ze znaczną przewgą dla UPR). Bede głosował na UPR mimo sojuszu z LRP i PR za, którymi delikatnie mówiąc nie przepadam(choć ostatecznie była to dobra zagrywka) i mimo tego, że prawie wszystkie media usiłują nam wmówić(może im się to uda), że szanse mają tylko dwie „lokomotywy” i za przeproszeniem LiD z Olkiem K. za sterami, tak aproPO LiDu to znalazłem w miare obiektywną ocene tej koalicji wyborczej:
LiD:Brak jedności
Ważnym składnikiem LiD jest Partia Demokratyczna. Do tej partii należą liberałowie Marek Belka i Jerzy Hausner, zwolennicy podatku liniowego. Kandydatką Demokratów na prezydenta była Henryka Bochniarz, przewodnicząca związku pracodawców Lewiatan. W kwestiach gospodarczych Partia Demokratyczna jest więc wyraźnie prawicowa.
Ale w skład LiD wchodzi też Unia Pracy, partia wyraziście lewicowa, która nawiązuje do ruchu socjalistycznego, a w liberalizmie gospodarczym widzi przede wszystkim zagrożenie dla praw pracowników.
Przywódcy Partii Demokratycznej ostro krytykują główny składnik LiD, jakim jest SLD. Na przykład wiceprzewodniczący Demokratów Marcin Święcicki pisze w portalu demokraci.pl:
Przygotowanie wspólnego programu trzech partii lewicowych i Partii Demokratycznej [...] stanowi poważne wyzwanie. [...] SLD dopatruje się przyczyn porażki nie w głębokim kryzysie swego wizerunku publicznego, ciągu afer, rozbiciu wewnętrznym, wrażeniu przyzwolenia na łapówkarstwo i kolesiostwo, ale w łagodnej próbie naprawy finansów publicznych, zwanej planem Hausnera, który SLD przyjęła ze zgrzytaniem zębów, ale i tak nie zdołała już przeprowadzić.

Jan Lityński, przewodniczący rady politycznej Demokratów, pisze na tymże portalu:

[...] konstytucja SLD to zawoalowana rehabilitacja PRL-u i narzuconego Polsce systemu. I tego nie można zaakceptować. [...] SLD-owski tekst jest pełen pompatycznego pustosłowia. [...] Przypomina to nieco formułę "porozumienia i walki" zaproponowanej w kolejnym etapie stanu wojennego. Lecz jeszcze bardziej nasuwają się skojarzenia z językiem PIS-u.

PZPR z dodatkiem Solidarności, pod wodzą Kwaśniewskiego

LiD ma wśród swoich przywódców kilku czołowych działaczy Solidarności z lat osiemdziesiątych. Ale ma też wielu aparatczyków dawnej PZPR. Wielu ludzi uważa taki stan rzeczy za dobry: współpraca dawnych solidarnościowców i dawnych PZPRowców wygląda na jakąś piękną zgodę narodową. Ale gdy spojrzymy z bliska, sprawy wyglądają inaczej.

PZPR doszła do władzy po trupach tysięcy Polaków, dzięki dominacji Związku Radzieckiego i dzięki represjom stalinowskim. Aparatczycy PZPR, to ludzie, którzy w czasach PRL zamiast uczciwej pracy wybrali karierę w tej organizacji i tym samym służyli nieprawowitej władzy, a nie Polsce. Żyli w zakłamaniu - bo bez tego nie można było robić kariery partyjnej.

Dziś główną gwiazdą LiD jest jeden z nich, Aleksander Kwaśniewski.

Kwaśniewski porzucił studia na Uniwersytecie Gdańskim na krótko przed końcowymi egzaminami. Dzięki temu mógł trochę szybciej rozpocząć karierę w PZPR, ale za to nie uzyskał ani magisterium, ani nawet absolutorium. A w biurokratycznym systemie PRL dyplom liczył się często bardziej niż rzeczywiste umiejętności. Nieukończenie studiów oznaczało odcięcie Kwaśniewskiego od możliwości normalnej pracy zgodnej z jego uzdolnieniami. Tym sposobem z własnego wyboru Kwaśniewski stał się nie tylko aparatczykiem, ale też niewolnikiem partii.

W pierwszych latach wolnej Polski Kwaśniewski systematycznie kłamał na temat swoich studiów. W oficjalnych dokumentach określał się od roku 1991 jako absolwent Uniwersytetu Gdańskiego (czyli przypisywał sobie absolutorium), a od roku 1993 tytułował się magistrem. W czasie wyborów prezydenckich w roku 1995 wielokrotnie podkreślał, że ma tytuł magistra. Doprowadziło to do słynnego wyroku, w którym Sąd Najwyższy jednogłośnie stwierdził, że Kwaśniewski bezprawnie przypisał sobie wyższe wykształcenie (ale to stwierdzenie nie doprowadziło do unieważnienia wyborów).

W roku 1993 w swym oświadczeniu majątkowym Kwaśniewski zataił, że wraz z żoną jest akcjonariuszem towarzystwa ubezpieczeniowego Polisa. Udziałowcami Polisy byli politycy i organizacje związani z PZPR, była to więc typowa spółka postkomunistyczna. Polisa służyła między innymi do nielegalnego przejmowania pieniędzy państwowych.

W roku 2005, jako prezydent, Kwaśniewski ułaskawił bez słusznego powodu, pomijając normalne procedury, polityka SLD Zbigniewa Sobotkę. Sobotka był skazany na 3,5 roku bezwzględnego więzienia za tzw. aferę starachowicką, czyli za przekazywanie tajnych informacji o działaniach policji przestępcom powiązanym z politykami. To, w co uwikłany był Sobotka, powszechnie określa się jako powiązania mafijne.

Odchodząc z urzędu prezydenta, Kwaśniewski uzyskał od kancelarii prezydenta (czyli od samego siebie) najem państwowego lokalu w centrum Warszawy za mniej niż jedną dziesiątą ceny rynkowej (zobacz tu).

Czy to wszystko znaczy, że o Kwaśniewskim nie można powiedzieć dobrego słowa? Wręcz przeciwnie: Kwaśniewski był w PRL aparatczykiem o błyskotliwej karierze, a w wolnej Polsce przez 10 lat popularnym prezydentem. Takich sukcesów nie może uzyskać człowiek z samymi wadami. Kwaśniewski ma wiele zalet, między innymi jest inteligentny i politycznie bardzo zręczny, umie świetnie negocjować, umie zmieniać poglądy stosownie do oczekiwań otoczenia.

Takiego właśnie przywódcę - utalentowane i zręczne zero moralne - wybrał sobie LiD.

LiD \o/

Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”