Jest chyba różnica na delikatne wskazywanie na MU w lidze bo było liderem i grało ładniej dla oka niż The Blues czy też obstawianie wygranej Diabłów w finale pucharu Anglii ze względu na to, że wygrali ligę choć zwycięstwo Chelsea 1:0 zostało przyjęte bez większego zaskoczenia a sytuacją obecną kiedy mało kto daje jutro jakieś szanse Niebieskim na zwycięstwo i gdzie nie spojrzysz dominują komentarze o początku końca Niebieskich i wygranej Manchesteru. Zazwyczaj w takich meczach jak Chelsea - MU, Liverpool - Arsenal można teoretycznie wskazać faworyta ale ogólnie wiadomo, że każdy wynik jest możliwy. Jutro jednak MU jest stawiany w roli dość zdecydowanego faworyta. Wracają piłkarze po kontuzjach, gramy u siebie, Chelsea straciła Mou, Chelsea jest osłabiona brakiem kilku ważnych piłkarzy. Wiele wskazuje na nas ale Chelsea to Chelsea.
Pismaki i kibice już zdążyli ukrzyzować Granta i porozsprzedawać pół drużyny choć "nowa" Chelsea nie zdążyła zagrać jeszcze choćby jednego meczu.
Ja jedynie przestrzegam przed hurraoptymizmem i umniejszaniu roli Chelsea po stracie Mourinho. Już był kiedyś taki przypadek kiedy po zwolnieniu Toshacka Real objął mało znany kibicom na świecie Del Bosque. Jak to się skończyło, nie muszę przypominać. Oczywiście może się zdarzyć, że Chelsea się posypie ale to zweryfikują kolejne mecze.



