No właśnie. Spójrzmy na to, że przecież Mourinho miał w Chelsea wielkie indywidualności w ofensywie, z których stworzył dobrze funkcjonujący kolektyw. Ale siłą tej najlepszej Chelsea Mourinho były raczej szybkie ataki, zabójcze kontry, a nie nieustanne siedzenie na przeciwniku i bombardowanie go. Zwłaszcza właśnie z silnymi rywalami. Nie zapominajmy jaki nacisk Jose kładł na obronę. Ciągle kogoś sprowadzał do tej formacji. Przypomnijmy sobie jego narzekania, kiedy tylko jakiś podstawowy obrońca wypadał ze składu. W zasadzie obrona to był główny atut tej ekipy. Tam był wielki rygor taktyczny i przynisł on po prostu efekt. I nigdy nie uwierzę, że w Valencii Portugalczyk preferowałby inny futbol. Nie dość, że dla niego tyły są niezmiernie ważne to jeszcze w ekipie Ches nie ma odpowiednich wykonawców do gry wybitnie ofensywnej. Mi w tej drużynie cały czas brakuje środkowego pomocnika ze smykałką i basta. Manuel Fernandes to nie jest piłkarz, na którego samo brzmienie nazwiska rywalowi włącza się ogromny respekt. Od odejścia Aimara brakuje kogoś odpowiedniego na tą pozycję. Valencia grać ofensywnie nie będzie, bo nawet nie może za bardzo grać. Skrzydła i atak nie wystarczą. Do tego trzeba dyrygenta z prawdziwego zdarzenia, a nawet dwóch, bo jednego rywal może dość mocno ograniczyć, jeśli nie jest on piłkarzem wybitnym.Mentor pisze:Nie przesadzałbym z tą piękną grą Chelsea. Ich siła raczej też opierała się na defensywie zwłaszcza w meczach z silnymi rywalami. Nie twierdzę, że grali klasycznie defensywną piłkę, ale nie nazwałbym ich efektownie grającym zespołem. Ich wyniki niekiedy robiły wrażenie, ale trudno żeby mogło być inaczej kiedy Jose mógł do Chelsea sprowadzić praktycznie każdego i budować drużynę według własnego uznania (do pewnego czasu) nie zważając na jakiekolwiek limity. W Valencii tak by nie było. Byłoby raczej zgoła odmiennie.



