Barcelona pokonało Levante tylko 4:1, mówię tylko, bo gdyby nie było tych wszystkich spalonych z kapelusza to wynik na pewno były wyższy. Katalończycy kontrolowali przebieg całego spotkania od momentu zdobycia pierwszej bramki i później spokojnie wbijali kolejne gole. Po zdobyciu czwartej bramki oddaliśmy inicjatywę gospodarzą dzięki czemu po paru atakach udało się im wywalczyć karnego (według mnie niesłusznie został on podyktowany). No ale ogóle widać było, że forma jest i możemy być dobrej myśli przed wtorkowym meczem ze Stuttgartem.
Nie było potrzeby dzisiaj jakoś specjalnie szachować siłami, więc obraz gry momentami był tak a nie inny. Tak czy owak są kolejne 3 punkty i przynajmniej na jeden dzień jesteśmy liderami La Liga
Tak jeszcze pokrótce o zawodnikach.
Cieszy postawa Titiego, który z meczu na mecz gra coraz lepiej, a dzisiaj ten hat-trick jeszcze bardziej go podbudował i może wreszcie dzięki temu odzyska formę strzelecką z Arsenalu
Messi po raz kolejny fenomenalnie, a bramka to już naprawdę przecudnej urody. Aż chce się powiedzieć, że Złota Piłka coraz bliżej...
Martwi mnie natomiast uraz Yaya Toure. Mam nadzieję, że to nic poważnego i Toure będzie już gotowy do gry we wtorek, bo inaczej mogą się pojawić małe kłopoty z obsadą DM'a. Niby jest Marquez, ale jednak jego nominalną pozycją jest środek obrony, więc nie jest to taki pewniak. wyglądało to na jakieś naciągnięcie mięśnia, ale to może być coś gorszego (odpukać).



