Po siedmiu spotkaniach bez zwycięstwa nikogo w drużynie nie trzeba było specjalnie mobilizować na konfrontację z Motorem Lublin. Jednak w tygodniu ją poprzedzającym w katowickim klubie głośno było o męskich rozmowach w szatni i gabinecie prezesa. O efekcie jaki miały one przynieść przyszło w sobotnie wrześniowe popołudnie przekonać się kilka tysięcy miłośników piłki nożnej, którzy z wielkimi nadziejami zasiedli na trybunach stadionu przy ulicy Bukowej.
Gospodarze rozpoczęli spotkanie w lekko zmienionym ustawieniu. W podstawowym składzie pojawił się ponownie Krzysztof Kaliciak, a występujący dotychczas na "jego" pozycji Hubert Jaromin wrócił na skrzydło, gdzie zwykł grać w ubiegłym sezonie. Jak się później okazało roszada ta przyniosła znakomity efekt. Ale po kolei. Już w pierwszej minucie zrobiło się groźnie pod bramką lublinian, ale kończący całą sytuację strzał Krzysztofa Markowskiego został zablokowany. Krótko po tym futbolówkę odbitą przez Sebastiana Gielzę uderzał Robert Sierka, lecz pewnie w bramce interweniował Przemysław Mierzwa. Kapitan miejscowych ponownie próbował zaskoczyć technicznym strzałem golkipera gości w 21 minucie, ale ten na raty zdołał złapać piłkę. Około 120 sekund później był on jednak bezradny. Z lewej strony urwał się obrońcom Kaliciak i po krótkim sprincie posłał mocną piłkę przed bramkę. Nie sięgnął jej Gielza, absorbując jednak uwagę bramkarza i obrońców, dzięki czemu ułatwione zadanie miał Jaromin, który pewnie wykończył dokładne podanie. Mimo prowadzenia kolejne okazje stwarzali sobie gospodarze, lecz ani Sierce, ani Kaliciakowi nie udało się już w pierwszej połowie powtórzyć wyczynu Jaromina. Z drugiej strony z rzadka próbowali zaskoczyć Jacka Gorczycę goście. Najbliżsi powodzenia byli w 33 minucie, lecz strzał z dystansu został efektownie sparowany na rzut rożny. Krótko przed przerwą bardzo dobre dośrodkowanie w pole karne mógł wykorzystać niepilnowany Paweł Maziarz, lecz jego wolej z kilku metrów poszybował wysoko w górę, także Gorczyca mógł spokojnie złapać opadającą piłkę. Szczęścia próbował jeszcze Daniel Koczon, ale jego główka poszybowała nad poprzeczką.
Na drugą część meczu trener Ryszard Kuźma desygnował do gry dwóch rezerwowych, lecz to podopieczni Piotra Piekarczyka lepiej odnaleźli się po wznowieniu gry. Już po kilkudziesięciu sekundach strzał Jaromina odbił Mierzwa, ale piłka trafiła przed bramkę, gdzie najszybciej znalazł się Kaliciak i wyprzedzając obrońcę podwyższył głową na 2:0. Przez następny kwadrans niewiele się działo, a gra toczyła się głównie w środkowej części boiska. W końcu w 63 minucie w głównej roli ponownie wystąpili Kaliciak z Jarominem. Ten pierwszy popędził sam na bramkę Motoru, lecz strzegący jej bramkarz skrócił kąt i odbił strzał napastnika Katowic. Na szczęście dla gospodarzy za akcją popędził wspomniany Jaromin, który trafiając do siatki po raz drugi tego dnia wpisał się na listę strzelców. Groźnie było także po jednym w tym meczu rożnym, lecz po dośrodkowaniu najskuteczniejszego tego dnia piłkarza futbolówkę trącił Tomasz Prasnal, a w bardzo trudnej sytuacji nad bramką uderzył Piotr Nikodem. Chwilę potem ostatni rezerwowy lublinian Rodolfo da Silva znalazł się oko w oko z Gorczycą, którego wybieg spowodował, iż strzał Brazylijczyka był minimalnie niecelny. Niebezpiecznie było także, gdy goście wykonywali trzy kolejne rzuty rożne, niestety dla nich bez wymiernego efektu. W rewanżu dwa razy w polu karnym rywali zamieszał Kaliciak, lecz najpierw niecelnie dośrodkował, a następnie po indywidualnej akcji stracił piłkę w próbie dryblingu. W doliczonym czasie gry Piotr Prędota naciskany przez dwóch obrońców uderzał niecelnie, a w kolejnej próbie jego strzał z ostrego kąta złapał pewnie Gorczyca. Gdy wszyscy oczekiwali końcowego gwizdka, GKS przeprowadził jeszcze jedną akcję. Zagraną do przodu wysoką piłkę zgrał głową Nikodem, a Sierka po przyjęciu posłał ją obok bezradnego Mierzwy. Sędzia Paweł Płoskonka nie zezwolił już na wznowienie gry i zakończył to niezwykle udane dla katowiczan spotkanie.
Po dokładnie sześciu tygodniach piłkarze GieKSy znowu poczuli smak zwycięstwa. Wcześniej jednak przez ponad 90 minut czuli niesamowite wsparcie ze strony swoich kibiców. Mimo nienajlepszych ostatnio wyników stawili się oni bardzo licznie na stadionie i głośnym ciągłym dopingiem uświetnili rewelacyjną oprawę tego spotkania przygotowaną specjalnie na rywalizację z Motorem przez grupę Ultras GieKSa. Piłkarze w pomeczowych wypowiedziach zgodnie komplementowali niesamowitą atmosferę na trybunach. Sami oczywiście także dostosowali się do poziomu widowiska ogrywając pewnie Motor 4:0.
GieKSa
Na przyszłość: lubelski



